• Wpisów:21
  • Średnio co: 90 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 23:49
  • Licznik odwiedzin:3 655 / 1998 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Wiem...zyczenia.opoznione,ale nie znajduje czasu na nic.

Życzę Wam zdrowych,spokojnych i radosnych świąt. Szczęścia wypełniającego Wasze serduszka i duuużo miłości. Sylwester zaś niech będzie z % i spędzony w gronie tych najbliższych Waszemu sercu.

Kocham Was.


+mam jeszcze jedną informację, a mionowicie : nie planuję powrotu na tego bloga. Opowiadanie mam prawie zakończone-zapisane w telefonie. Ale nie planuję już pusać publicznie. Rezygnuję, a moje powstające aktualnie wypociny będzie czytała jedyna czytelniczka,którą jest mojaprzyjaciółka.Więc...dziękuję Wam za to wszystko. Bez Was ten blog. To opowiadanie. I nawet ja,nie bylibyśmy tacy jak teraz. Byliście moim wielkim wsparciem,dziękuję

Czas na.miłość kochane
Dziękuję i przepraszam (możecie hejtowanie pod tym wpisem do woli! )
 

 
Witam, Was!
Więc tak...może zacznę od tego, że moja twórczość(o ile można to w ogóle nazwać twórczością...) spadła. Chcę żebyście mnie dobrze zrozumiały, mój styl pisania i jakość rozdziałów jest straszna, wymagam od siebie o wiele, wiele więcej niż jest teraz. I za każdym razem gdy piszę rozdziały tu, lub na drugiego bloga(http://lovedeath.pinger.pl) nie podobają mi się, treść jest uboga i mam wiele błędów lub powtórzeń. A dlaczego? Piszę rozdziały na telefonie ewentualnie tablecie. Dlatego zdarza mi się nacisnąć literę podwójnie lub coś przeoczyć. Teraz czekam, na świątecznego laptopa...
Tak, poza tym zbliża się półrocze, kolejne egzaminy próbne i moje 15 urodziny(jestem z 1998,żeby nie było). Mam nawał nauki, dlatego rozdziały pojawiają się tak rzadko. Często w weekendy muszę kuć na klasówki, lub wykonywać prace plastyczne na plastyke lub po prostu odpoczywam. I znajduje czas dla znajomych. Naprawdę musicie mi wybaczyć to wszystko, ja wiem, że jest wiele dziewczyn, które dają sobie radę łącząc nauke z blogiem, ja jednak nie należe do tego grona. Poza tym...uhm, ktoś mnie mocno skrzywdził, dawał szczęście, a teraz...odszedł.Więc jestem załamaną nastolatką i w dodatku tyle nauki.
Przepraszam Was dziewczyny, ale muszę zrezygnować z blogów na czas *nieokreślony*.Zauważyłam, że ciągłe zawieszanie i odwieszanie bloga nie ma większego sensu i wiem, że to jest wkurzające, poza tym zapomina się treść poprzedniego rozdziału. Będę wchodziła na Wasze blogi i komentowała.


Dziękuję Wam dziewczyny za tą motywację jaką były komentarze od Was, naprawdę to świetne wsparcie! I wiem, że dla Was jest to tak samo ważne jak i dla mnie. Jesteście cudownymi czytelniczkami i autorkami. Podziwiam Was i życzę dalszego rozwijania talentu, a także wiekszej ilości odbiorców.
Dziękuję i przepraszam.

Nie wiem, czy któraś z Was jest zainteresowana polskim rapem i hip-hopem...Jeśli nie...to pomińcie moment tego wpisu.
Dziekuję
*Kocham Was* ♥
  • awatar My Paradise <3: szkoda ;____; bardzo polubiłam twojego bloga, moim zdaniem piszesz naprawdę dobrze. Współczuje Ci, mam nadzieję, ze jak najszybciej twoje problemy się skończą i znów będziesz szczęśliwa. Pozdrawiam ;*
  • awatar Mój śmiech rozbierasz .: Sama też czekam na świątecznego laptopa ;p Świetna nuta, zapraszam do mnie.
  • awatar ♥ღ♥Żуנę ѕιę туℓкσ яαz♥ღ♥: Rozumiem cię. Sama jestem w podobnej sytuacji, mam w tym roku maturę i w niczym się nie wyrabiam. Mam nadzieję że jakoś dasz sobie radę ze swoimi problemami. Wierzę w ciebie i trzymam za ciebie kciuki. Też cię kocham i twoje CUDOWNE opowiadania <3 Czekam na twój powrót ;**
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
To był jeden z jej najlepszych poranków.Obudziła się obok mężczyzny z którym spędziła wczorajszą noc.Podniosła głowę i ułożyła ją na torsie Jaspera,wsłuchiwała się w równomierne bicie serca.
-Obudziłaś się...-miał zachrypnięty głos, widocznie dopiero się obudził.Jego ręka powędrowała na jej odkryte plecy. Palce rysujące koła na jej gładkiej,ciepłej skórze sprawiły,że zadrżała a na jej ciele pojawiła się gęsia skórka. -Chcesz coś zjeść?
-Nie, ale muszę się wykąpać.
-To możemy zrobić razem. Ale, może chcesz coś do picia?-musiała podnieść wzrok i przyjrzeć się jego twarzy. On nie żartował. Mówił całkowicie poważnie.Spojrzał na nią.-Powiedziałem coś nie tak?
-Nie,dlaczego?
-Bo dziwnie się na mnie patrzysz.
-Nieee.Wydaje ci się.
-Niech ci będzie. To jak,chcesz może wode?
-Po co mi niby?
-Nie masz kaca przypadkiem? Wypiłaś wczoraj troche...
-Mam mocną głowę. Poza tym wczorajsza dawka, była minimalistyczna, więc spokojnie. A ty? Potrzebujesz czegoś?
-Nie.Nie wypiłem dużo.
Jasne,Cath czuła delikatne mrowienie, ale to zaraz powinno przejść i wróci wszystko do normy. Czuła się dobrze, ale wiedziała,że niedługo bedzie musiała wrócić do przygnębiającej rzeczywistości z facetem,którego nie lubiła. No tak...Kaspian,dlaczego jej wujek pozwolił,na to aby ona wyszła za mąż z jakiegoś bandziora a w dodatku demona...jak to brzmi? Poczuła się po raz kolejny jak w taniej komedii,gdzie wszyscy mają ubaw właśnie z niej. Za to gdy miała przy swoim boku Jaspera, czuła się dobrze i bezpiecznie. A do tego dało się zobaczyć ciepło, bo przecież nie postąpiła tak samo jak z Kaspianem. Po tym jak kochała się z nim...uciekła, a teraz? Czuła się świetnie. Nie liczyła na nic więcej niż jedną noc, ale to jej odpowiadało, poza tym nie chciała zawieść człowieka,który wychował ją.
Podniosła się do siadu. Ręką przytrzymała chłodną,satynową pościel tak aby zasłonić nagie piersi. Rozglądała się za swoimi ubraniami. Zayważyła stanik leżący na podłodze tuż obok jej bluzy. Majtki leżały na krześle, a spodnie po drugiej stronie pokoju, tuż obok wejścia do sypialni.
Pokój nie był duży,lecz kolorystyka urzyta do urządzenia pomieszczenia powiększała pokój optycznie. Ściany koloru białego, połączone z ciemno brązowymi panelami idealnie się komponowała. Krzesło skompletowane z małym biurkiem w kolorze podłogi stało, po zachodniej części pomieszczenia. Wschodnia ściana nie zawierała rzadnych mebli czy chociażby zdobień, całą powierzchnię stanowiły duże okna umożliwiające widok na paroname miasta.Teraz jednak były szczelnie zasłonięte ciemnymi firanami uniemożliwiając promieniom wtargnięcie do przestrzeni tej sypialni. Na środku pokoju stało wysokie,dwuosobowe łóżko dosunięte do ściany. Po obu stronach stały dwie ciemno brązowe szafki nocne a na.jednej z.nich stała mała lampka nocna.
Zabrała wierzchnią warstwę pościeli. Zawinęła się w nią szczelnie i wstała.
-Gdzie? Gdzie ty idziesz?-zapytał zmieszany zmianą zachowania dziewczyny.
-Muszę wracać.
-Do chłopaka?
-Nie. Nie mam chłopaka. Muszę...muszę wrócić do domu.
-Wrócisz dopiero jak się wykąpiesz, a ja w tym czasie przygotuję nam śniadanie. I nie słyszę rzadnej odmowy ani rzadnego 'ale". Łazienkę znajdziesz jak tylko wyjdziesz z sypialni.
-Dziękuję ci.
-Nie masz za co.
Podniosła swoje rzeczy i nadal owinięta satyną wyszła tymi samymi czarnymi drzwiami, które wczoraj tak ją interesowały. Gdy tylko wyszła zauważyła kolejne ciemne drzwi i jedne rozsuwane. Domyśliła się,że łazienka musiała skrywać się za ciemnymi drzwiami. Nie pomyliła się. Mała skromna łazienka. Bardzo różniąca się od surowej sypialni i nowoczesnego salonu. Białe ściany z jasno zielonymi płytkami na podłodze i ścianach. Prysznic...rzuciła się ku szklanym rozsuwanym drzwiczkom. Po drodze zgubiła pościel i ubrania, teraz już leżące na płytkach. Odkręciła kurek z gorącą i zimną wodą jednocześnie. A po chwili letni strumień wody spływał po jej ciele.
Prysznic zajął jej około 15 minut. Związała mokre włosy gumką,którą znalazła w jednej z zielonych szafek. Ubrała się. Zabrała satynowy materiał i wyszła. Na stoliku do kawy w salonie stały dwa kubki z parującym napojem,dwa talerze,sztućce,koszyczek z chlebem,półmisek z warzywami i osobny z wędlinami i serem. Zaś Jasper w bokserkach mięszał drewnianą łopatką coś smażącego się na patelni. Stał w kuchni ukrytej za rozsuwanymi drzwami. Kuchni bardzo nowoczesnej i męskiej. Przeważał kolor czarny i szary.
-Gdzie mam zanieść tą pościel?-zaśmiał się cicho.
-A skąd ją wzięłaś skarbeńku?-to określenie zmiękczyło ją. Dawno nie słyszała takich określeń,wypowiadanych z uczuciem.
-Z łóżka.
-A chcesz tam wrócić?-zapytał po raz kolejny, tym razem odwrócił się na moment posyłając jej łobuzerski uśmiech.
-Wrócę tam sama i zaraz zjemy,tak?
-Oczywiście.
Po chwili znowu była w salonie, tym razem rozsiadła się na czarnej skórzanej kanapie. Przed nią stał talerz z jajecznicą.
-Smacznego.-powiedział i zaczął smakować posiłek zrobiony przez siebie samego. Spróbowała. Jajecznica smakowała świetnie.
-Bardzo dobre.
-Dziękuję.
Reszta posiłku minęła w ciszy dopiero gdy ze stolika zniknęły talerze i półmiski a przed nimi stały kubki z rozpuszczalną kawą i paczka ciastek, wrócili do rozmowy.
-Będziesz chciała się jeszcze spotkać?-zapytał oparty o poduszki. Siedząc w bieliźnie strasznie ją rozpraszał. Mięśnie. Jego skóra. Zapach. To wszystko drażniło jej zmysły.
-Nie wiem. Nie zastanawiałam się, myślałam, że to dla ciebie jedna noc...
-Zazwyczaj tak jest,al...
-I niech tak zostanie.
-Co? Ale dlaczego?
-Po prostu będzie łatwiej...
-Nie będzie.
-Oboje mamy odmienne zdania i uwierz miło było,ale dalej tak nie może być.
-Masz kogoś.-to było raczej stwierdzenie niż pytanie. Zbił tym Catherine z tropu. Chwilę przetrawiała,to co powiedział za nim sama dała odpowiedź.
-Przepraszam,że cię okłamałam, ale ten związek...on chyba nie istnieje. Ale nie mogę tego wszystkiego tak właśnie zakończyć. Ja..może już pójdę.-wstała,cmoknęła go w policzek i ruszyła do drzwi, gdzie założyła buty i jeszcze raz się odwróciła.-Cześć.
Ciche,smutne "pa". Tylko tyle usłyszała,może i źle postąpiła, ale wujek był najważniejszy, to...jedyna rodzina która jej została.

***
Dwie godziny później, Catherina siedziała u swojego wujka. Chwaliła się wczorajszym zwycięzstwem. Miała też zamiar zacząć temat demonów, lecz zdąrzyła.
-Dlaczego nie wróciłaś na noc?-zapytał dopijając swoją herbatę.
-Skąd wiesz?
-Catherina...Kaspian się strasznie martwił. Zadzwonił i zapytał, czy przypadkiem nie nocujesz u mnie.
A jednak, czasem coś mu nie wychodzi. Jak pilnowanie mnie dwadzieścia cztery godziny na dobę.-pomyślała, ale zaraz się zganiła. Wystawiła wujka na stres związany z jej zniknięciem. Miała dwadzieścia lat,ale zachowywała się jak nieodpowiedzialna nastolatka.
-Przepraszam. Nocowałam...u znojomego.
-Na pewno nie u Diego! On też się martwił! Nie rozumiem,co się z tobą dzieje?
-Wujku...ja...dla mnie to za dużo. Demony. Ślub z facetem,którego nie kocham. Powiesz mi dlaczego on?
-Nie chciałem tego mówić teraz...bo wiem,że jest i tak ciężko. Jestem zadłużony. Ktoś cię szuka. I on cię kocha.
-Żartujesz? Powiedz,że to kolejne głupie żarty.
-Niestety nie...-chciał dokończyć, ale rozmowę przerwał dzwonek do drzw.
-Otworzę.-szepnęła i wyszła z kuchni zmierzając przez salon w strone małego przedpokoju. Chwyciła za klamkę, nacisnęła ją i otworzyła drzwi.
Ja wiem dziewczyny,ze rozdzial nie jest jakos powalajacy,wiem. Ale od poniedzialku siedze w domu,bo sie rozchorowalam i pisze rozdzialy na oba blogi. Rozdzialy...na pewno zawieraja bledy...i do tego sa takie głupie...
Zastanawiam sie teraz tylko nad rola Jaspera w tym opowiadaniu...czy to bedzie bohater na jeden rozdzial, czy raczej mam rozwinac ten watek? To wszystko bedzie zalezalo od Was.
Udanego popoludnia i piatku!;*
  • awatar Gość: Przestań gadać takie głupoty ! ; * Rozdział jest wspaniały , aż za szybko sie go czyta ; D Chciałabym więcej ^^ Sama już nie wiem z kim Cat powinna być ; pp Mam dylemat bo polubiłam Jaspera ^^ I ciekawi mnie , kto przyjechał do jej wujka ? ; )) Pisz kochana szybciutko kolejny < 3
  • awatar Will Give You My Heart ♥: Tak jak juz pisałam na moim drugim blogu(lisabelle.pinger.pl) kocham to! A roz. zajebisty jest!
  • awatar My imaginary world♥: Kocham to opowiadanie! <333
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Witam Was. Rozdział pojawia się z opóźnieniem,przez to że to były świeta,a nie zwykły weekend. I żadko mogłam znaleźć troche więcej czasu niż 20/30 minut. Rozdział jest haotyczny,krótki i do tego nie jest zaplanowany. Całkowity spontan. Tego rodzaju rozdziału nie było w zarysie opowiadania. Ale musiałam coś napisać,żeby się nie zawiesić po raz kolejny. Czekam na opinie.

***

Nogi bolały ją już od tańca. Jasper, nie dawał jej usiąść na chociażby jedną chwile.
-Jasper,musze usiąść.
-Catherina,ostatnia piosenka.
-Dobrze. Ostatnia.
I tak sie stało. Zatańczyli ostatni kawałek i wrócili na poprzednie miejsce,przy barze. Ruda zamówiła szklanke zimnej coli z cytryną. Wysączyła cały napój duszkiem,aby zwilżyć spragnione gardło.
-To jak? Idziemy do mnie? -zapytał ten sam melodyjny głos.
-Musze znaleźć przyjaciela. I możemy się zbierać.
Nie była pewna,dlaczego właśnie to powiedziała. Poczuła się bezpiecznie przy tym mężczyźnie. Coś w nim kazało jej zaufać i nie stawiać oporów.
Dotknął jej ręki. I splótł jej palce z własnymi.
-Proszę cię. Chodźmy. Teraz. Na pewno ma jakieś zajęcie. Chodźmy.
-Dobrze.
Wyszli z klubu. Jason poprowadził ją wąskimi uliczkami. Doprowadził ją do jakiegoś domu. Uchylił stare drzwi,które skrzypnęły przy delikatnym pchnięciu. Weszli na górę,po schodach i skierowali się do najbliższych drzwi po lewej stronie. Mężczyzna wszedł jako pierwszy i zapalił światło.
Pomieszczenie rozświetliło się sztucznym blaskiem, dawanym przez kilka lamp rozwieszonych w idealnych odległościach na burgundowej ścianie. Cztery małe,pojedyńcze okna, wskazujące na to,że nocą to małe miasteczko żyło swoim własnym życiem. Ludzie już nigdzie nie biegali. Kluby były otwarte i przyciągały do środka muzyką. Na środku pokoju stała czarna sofa a przed nią mały,szklany stolik do kawy. Telewizor plazmowy zawieszony na ścianie dodawał pomieszczeniu nowoczesności i surowości. Na ścianach porozwieszano obrazy. W pokoju stało kilka komod i szafek. W lewej ścianie umieszczono czarne drzwi.
-Mieszkasz tu?
-Pomieszkuje.
-To twoje mieszkanie?
-Nie wynajmuje je.
-Fajnie tu.
-Sam urządzałem.
-Serio?-odwróciła się. Jej nos zetknął się z jego nosem. Pochylił sie w jej strone. Przewidział jej ruch.
-Denerwujesz się? Czym?
-Nie denerwuje się.
-To dlaczego tak dużo gadasz? Hm?-cmoknął ją szyje. A ciepły oddech owionął jej szyje. A na jej skórze pojawiła się gęsia skórka.
-Zawsze tak dużo gadam.
-Urocza.-chwycił kosmyk jej włosów i zaczesał go za ucho. Jego usta po raz kolejny odnalazły jej szyje. Zostawiał mokre a zarazem gorące ślady. Każdy jego dotyk wzbudzał w niej ogień. Ogień porządania.
Jego wargi przylgnęły do jej, zagryzł jej dolną wargę i wsunął język.
Dziewczyna przeczesała jego włosy i mocniej przycisnęła jego twarz do jej. Jasper przeniósł ręce na jej pośladki. Ścisnął je i uniósł dziewczynę. Oplotła go nogami w pasie i przytrzymała za kark.
Czuła się niesamowicie. Wiedziała,że Jasper nie zrobi jej krzywdy. Bynajmniej tak czuła. A to było najważniejsze. Zaufała mu.
Zaniósł ją do sypialni i położył delikatnie na łóżku. Zdjął buty z jej stóp. I zajął sie rozporkiem przy jej spodniach nie przyrywając pocałunku. Jej palce odszukały zamek od jego bluzy. Ściągnęła ją i zajęła się czarną koszulką. W tym czasie on zdąrzył zdjąć jej jeansy. Wsunął palec za gumę fig i strzelił zostawiając na skórze czerwony ślad. Jego ręce powędrowały pod jej bluze i koszulkę. Dotykał jej delikatnej skóry i delektował sie jej ciepłem. Muskał jej skóre jednocześnie penetrując jej usta. Ona ściągnęła jego koszulkę. Jej ręce odkrywały każdy napięty mięsień skrywany pod warstwą ubrań. Przeciągnęła paznokciami po jego plecach zostawiając czerwone ślady na jego idealnie opalonej skórze.
Zapięcie jego spodni sprawiło jej największy problem. Każdy guzik był przełożony przez materiał dwukrotnie. Zielonooka przerwała pocałunek i skupiła uwagę na jego podbrzuszu. Ręcę się jej zatrzęsły, a wtedy kontrolę nad sytuacją przejął Jasper. Jednym ruchem ręki wyrwał guziki z materiały,które z głuchym echem uderzyły o panele. Niebieskooki ściągnął jeansy i skarpetki i zwrócił swoją uwagę na usta dziewczyny. Całował ją zawzięcie. Z pasją.
Po chwili oboje leżeli w bieliźnie. Ona pod nim. Na wysokim i wygodnym łóżku. W pomieszczeniu dało się wychwycić tylko ich urwane oddechy.
Catherina niczego nie żałowała, ale była świadoma tego co robi. Liczba spożytych drinków nie robiła jej różnicy.Teraz nie pamiętała o małżeństwie. O wujku. O Diego. O wyścigach. O Kaspianie. O przyszłości. Była wolna. Nikt nie kierował nią ani jej życiem. Była zadowolona z takiego obrotu sprawy. Nie zważając na konsekwencje.

#opowiadanie #Catherina #Jasper #Kaspian #Diego #demony
  • awatar Gość: No nie! Nie, nie, nie! Kurde NIE! Jak ona tak... yhr! Nie podoba mi sie jej zachowanie! :< jestem wielką nie fanką Jaspera XD choć sama narzuciłam pomysł. Przepraszam, ale o wiele bardziej wolę Kaspiana i Cath! Rozdział napisany cudownie, jak zwykle. Świetnie dobrane słowa, idealnie opisane akcje. Wszystko takie "nieskazitelne". Kocham cię i to opowiadanie <3
  • awatar Will Give You My Heart ♥: Tak jak pisałam na moim drugim blogu po prostu WoW! Kocham to :D
  • awatar My imaginary world♥: Wow :) Niezły rozdział Z niecierpliwością czekam na kolejny ^.^
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
WRACAM!!! Tak...wiem ten entuzjazm Stwierdzilam,ze moge zaczac prowadzic dwa blogi,co mi szkodzi. Rozdzialy beda sie pojawialy co tydzien?Co dwa? Zalezy.
Co do tego rozdzialu...mam kilka watpliwosci,ale licze na Wasze komentarze,ze mnie nakierujecie. Dziekuje.Milego czytania.
**
-Cholera- pomyślała.Podniosła się z brunatnej ziemi i strzepnęła z ubrań osad w postaci piasku. Przez jej głowe przewinęła się jedna myśl.-Jak się mam teraz wydostać z tego domu?
Nie miała żadnego planu. Zapomniała o wszystkim przez tego irytujacego idiotę.
Usiadła na skórzanym siedzeniu, ręce rozłożyła na kierownicy i się do siebie uśmiechnęła. Przecież może wyjechać stąd na motorze, o ile bramy pilnuje Carlos lub Robert. Oni obaj zrozumieliby ją. Zafascynowała ich sama rozmowa na temat wyścigów. Dlatego warto spróbować.
Zeszła z dwukołowca.
Uchyliła drzwi szopy i rozejrzała się wokół. Nadal padało. Deszcz zciekał strumieniami z blachodachówek.
-Droga czysta.-powiedziała i rozsunęła drugie skrzydło drzwi.
Wróciła na poprzednie miejsce i udało jej się bez żadnego zarzutu odpalić crossa. Wyjechała z szopki.
Po niecałych dwóch minutach była cała przemoknięta, ale nie zwracała,na to zbytniej uwagi. Musiała pojechać do swojego przyjaciela. Potrzebowała rozmowy,wsparcia,rady. I adrenaliny.
Wrzuciła kolejny bieg i przyśpieszyła. Znała już trase. Zapamiętała ją podczas jazdy z Avery.
Przy bramie nie stał nikt, było całkowicie pusto. Nie widziała nawet Carlosa, który stał ostatnio w tym miejscu, które właśnie mijała. Wskazówka prędkomierza nieubłagalnie pędziła do przodu. Tak samo jak kierowca.
Magazyn, który stał niedaleko areny, należał do Catheriny, otrzymała go tuż po tym jak zwyciężyła ostatnie zawody.
Zatrzymała maszynę dopiero pod dachem czarnego blaszanego budynku. To miejsce było jej drugim domem.
-Cath?! Jesteś całkowicie przemiczona! Trzymaj, te ubrania i migusiem się przebieraj!-podał jej starą koszulkę i parę dresów.
Jak zwykle opiekuńczość Diego wzięła górę nad złością. Kochał Catherinę z całego serca. Była jego jedyną rodziną, rodziną której nie miał.
-Dziękuje-ucałowała przyjaciela w policzek, a jej mokre,czerwone włosy delikatnie musnęły jego policzek. Przeszła do małej łazienki tam się przebrała i zebrała włosy do tyłu.-Przepraszam, że nie dawałam znaku życia, ale ten psychol nie dawał mi życia. Nie wiem nawet dlaczego mój wujek wydaje mnie za mąż za takiego palanta?!-zapytała wychodząc z łazienki.
Usadowiła się na czarnym krześle,podwinęła nogi i patrzyła na bruneta, który zaczął przegląd dwukołowca.
-Sprawdzałam go tuż przed moją wycieczką.
-Muszę coś robić. Wracając do tematu twojego wujka...moim zdaniem musi mieć jakieś problemy finansowe, bez powodu nie wydałby cię za mąż. Znam go.
-Przecież pieniądze z zawodów nam wystarczały. Powiedziałby mi pewnie o jakichkolwiek problemach.
-Może nie chciał cię obciążać? Musisz go zrozumieć, ale najlepiej wyjdzie wam szczera rozmowa.
-Szczerych rozmów mam dość do końca życia-uśmiechnęła się słabo i znowu wróciła wzrokiem do czerwonego kubka z parującą herbatą.-To dla mnie?
Skinięcie głowy wystarczyło aby zielonooka pochwyciła kubek w ręce i ogrzewała zmarźnięte palce.
-Moim zdaniem powinnaś zacząć przygotowywać się na zawody. Jeśli chcesz się wyrobić.
Pod pojęciem 'przygotowywać się do zawodów' było ukrytych kilka poleceń. Mianowicie przygotowanie psychiczne jak i fizyczne-strój.
-Mam jeszcze dużo czasu.
-Jest szesnasta.
-Co?
-No!
-Czemu nie mowiłeś?
-Bo nie pytałaś?
-Dobra,daj spokój.
Podeszła do dużej metalowej szafy, z której wyjęła czarno zielony kombinezon i kask w tych samych odcieniach.

Lampy oświetlające tor oślepiały ją. Siedziała na motorze,tuż za linią startu. Deszcz wciąż padał. Piach zamienił się w błoto, które nie wsiąkało już więcej wody. Breja. Jedyne określenie które pasowało do drogi.
Ostatni rzut okiem na trybuny rozproszył ją całkowicie. W sekcji przeznaczonej dla organizatorów siedział Kaspian z Robertem i Carlosem. Patrzył na nią tym swoim nieprzeniknionym wzrokiem. Uśmiechnął się do niej, wzamian został obdarowany widokiem środkowego palca, ukrytego pod czarnymi, ochronnymi rękawicami.
Przeniosła wzrok na sygnalizację świetlną.
Nienawidziła go. Nienawidziła go. Nienawidziła go. Był jej przekleństwem. On wszystko zniszczył. Przewrócił całe jej życie o 360 stopni.
Pomarańczowe.
Zniszczył jej dotychczasow marzenia i kazał nauczyć się żyć na nowo. Teraz gdy wiedziała kim tak naprawdę jest, chciała uciec. Wiedziała, że ucieczka nie jest wyjściem z żadnej sytuacji. To po prostu okazanie słabości.
Zielone.
Ona i pięciu innych zawodników wyruszyło z lini startu. Koła ślizgały się na błocie. Jednak ona nie pozwoliła sobie na to,żeby stracić kontolrę nad dwukołowcem. Wyprzedziła zawodników z numerami 3 i 1. Musiała jeszcze wyminąć trzech i utrzymać stałą prędkość. Nagle 5 wylądował na ziemi, nie wyrobił się na zakręcie. Oznaczało to, że miała przed sobą tylko dwóch konkurentów. Przyśpieszyła. Wyprzedziła 2 i 6. Wygrała z nowu.

Z głośników sączyła się klubowa muzyka. Siedziała na czarnej,skórzanej kanapie i piła kolejny kieliszek wódki. Tuż obok niej siedział Diego.
Zerwali się razem,tuż po wręczeniu czeku i medalu. Przyjechali do "Synfonitante", z jednego powodu. To był ich ulubiony lokal. Znali stałych bywalców i oni byli znani.
Nie raz przegadali całą noc, nie raz siedzieli na kanapie, ani słowem się do siebie nie odzywając. Rozumieli się bez słów,wystarczało jedno spojrzenie,by przekazać sobie wszystko.
To był jeden z takich wieczorów.
Wstała z czarnej skóry, jednak została zciągnięta na swoje poprzednie miejsce. Spojrzała pytającym wzrokiem na szatyna.
-Gdzie idziesz?-zapytał,przekrzykując głośną muzykę.
-Do baru! Potrzebuję czegoś innego.
Gestem ręki pokazał jej, że może iść.
Kolejny raz wstała i tym razem,bez żadnych przeciwskazań ze strony przyjaciela udała się do baru. Usiadła na wysokim stołku,tuż obok jakiegoś mężczyzny. Taksował ją wzrokiem.
Musiał się mocno upić,skoro patrzy na nią w taki sposób.-pomyślała i zaraz przestała się interesować gapiem. Poprosiła barmana-Robina-o whiskey. Po chwili przezroczysta szklanka z brązowym płynem stała przed nią.
-Przepraszam, że pytam, ale jak ma pani na imię?-jej obserwator miał piękny głos. Niski i w dodatku melodyjny.
-Catherina. A pan?
-Jasper. -wyciągnięta w jej kierunku ręka za bardzo kusiła.
  • awatar Bez Granic ♥: Jedno słowo określa ten rozdział - Zajebisty ! < 33 Podoba mi sie bardzooo ! ; ** Nawet nie wiesz , jak bardzo ciesze sie , że wróciłaś pisać też tutaj ; )) Tylko nie zmieniaj zdania laska < 3
  • awatar My Paradise <3: Zajebisty! ;D
  • awatar Flośka: Świetny,czekam na następny!nie musisz sie śpieszyc ja osobiscie poczekam bo rozumiem ze ciężko z czasem jest w roku szkolnym.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Nie mam weny na TO opowiadanie. Dlatego założyłam NOWEGO bloga. Teraz skupiłam się i tak na moim szczesciu,zyciu. Wiecie na pewn same, ze w niektorych momentach nie da sie inaczej.
Link do bloga: http://lovedeath.pinger.pl/
Przepraszam! Mam nadzieje ze wroce jeszcze z tym opowiadaniem.
  • awatar Flośka: Duża szkoda bo piękne to opowiadanie.Mam nadzieje że wrócisz i dokończysz je.
  • awatar Gość: szkoda , ale rozumiem ;)
  • awatar Gość: Szkoda ...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 


Nie jest to rozdział, za co serdecznie przepraszam. Mam ostatnio pustkę co do tego opowiadania. Napisałam pół IX rozdziału, a co dalej?
Stworzyłam tylko ten kolaż. Poczekam jeszcze trochę i zobaczę jak to będzie.
Dziękuje ;*
  • awatar Gość: życzę weny ! I czekam na jej powrót ;**
  • awatar Gość: Znam to uczucie ; dd No niech ta wena do Cb wróci < 33 Czekam ; *
  • awatar Gość: no jej :c ten brak weny yhrr :c czekam na nastepny <3 i życzę Ci duuużo weny!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
#rozdział #VIII #trup

http://kiniuaa.pinger.pl/ -świetny blog z opowiadaniem. Fantastyka i romans. Świetne połączenie wraz z talentem tej dziewczyny. Wpadajcie!

Podniósł ciążące mu powieki, przetarł rękoma zaspane oczy i podniósł się z łóżka. Oparł głowę o zagłuwek i przykrył się kołdrą. Tuż obok niego na kakaowej poszewce poduszki leżała kobieta. Nie byle jaka kobieta, lecz jedyna którą kocha.
Czerwone,potargane i rozrzucone włosy idealnie współgrały z bladą cerą i zielonymi tęczówkami. Zwinięta w kłębek, owinięta po samą szyję kołdrą wyglądała na spokojną dwudziestolatke. Jednak on wiedział co czai się w środku. Demon. Dosłownie i metaforycznie.
Jedynie Avery wyczuła że dwudziestolatka nie jest zwykłą kobietą. Demoniczna część Avery wyczuła od razu, że w domu znajduje się ktoś kto również włada mocą ducha. Sądziła, że będzie mogła porozmawiać z Catheriną o swoich zdolnościach i poszerzaniu swojej mocy. Musiał wytłumaczyć przyjaciółce całą sytuacje. Nie pominął ani jednej kwesti i tym samym Avery stała się jedną z niewielu osób, które wiedziały, o Catherinie.
Chciał jej dotknąć, ale nie obudzić. Wewnętrzną część dłoni przyłożył do rozgrzanej skóry policzka. Kciukiem masował jej skroń.
Otworzyła oczy, odwróciła twarz w jego stronę.
-Co ty robisz?
-Nic.-uśmiechnął się do niej czule. Patrzyła na niego spod przymrużonych powiek.
-To zabierz tą rękę!-warknęła i wstała z łóżka. Zupełnie naga przeszła przez pokój i zabrała swoje ubrania z czarnego ,zamszowego fotela. Założyła koszulkę i majtki.
Zabrała się za zakładanie jeansów.
-O co ci chodzi kobieto?! Najpierw kochasz się ze mną,a teraz tak po prostu wychodzisz z mojego łóżka. Wytłumacz mi to wszystko!
-...
Brunet wstał z łóżka i stanął przed nią w całej okazałości.
-Proszę. Nie zostawiaj mnie teraz.
Jeśli mnie zostawisz te....
-Zapomnij.-przerwała mu ruda.
-Co?!
-Zapomnij o mnie, o tym co się wydarzyło między nami kilka godzin temu. Zapomnij o wspólnym wieczorze. O pocałunku o wszystkim. I daj mi spokój. Wyjdę za ciebie za mąż, ale nie licz na nic więcej.-jej ręka już dotykał klamki, gdy nagle została brutalnie pociągnięta za ramię i zwrócona do tyłu.
Nie potrafiła spojrzeć mu w oczy, bałaby sie, że on zacznie czytać w niej jak w otwartej księdze. Nie chciała, aby ten mężczyzna wiedział co ona teraz czuje, jak bardzo jest zagubiona w swoim świecie i jak ten jeden wieczór zrujnował to co budowała tyle lat.
-Nie zapomnę do cholery jasnej! Najpierw każesz mi wyznawać swoje oczucia, a potem zostawiasz...To jakaś gra?
-Poczekaj. Po pierwsze nie kazałam ci wyznawać jakichkolwiek uczuć. Po drugie, to ty mnie pocałowałeś, wiedziałeś w jakim stanie emocjonalnym byłam i wykorzystałeś to na swoją korzyść. Po trzecie to życie, nie jakaś pieprzona gra. W życiu nie ma zasad,ktoś ci wskakuje do łóżka,a potem z niego wychodzi...powinieneś być do tego przyzwaczajony...
-Nie myślałem, że jesteś taka....
-No jaka?!
-Taka egoistyczna i denerwująca. A do tego zarozumiała.
-Świetnie się z tym czuje, a jeśli komuś to przeszkadza, to najwidoczniej nie widzi swoich wad.
I wyszła.
Zostawiła go w jego sypialni i wróciła do swojej. Zamknęła za sobą drzwi i zsunęła się po nich na podłogę.
Teraz już będzie z górki. Powinien zrozumieć, te kilka słów i się odwalić-pomyślała i walnęła pięścią o podłogę.
Pieprzysz już. Przecież wiesz, że będzie już tylko gorzej. Lubisz GO dziewczyno. Mieszkasz z NIM pod jednym dachem. To co się wydarzyło jest dowodem WASZYCH słabości.-kolejne myśli zaprzątały jej głowe.
Za oknem panowała ciemność jedynie księżyc oświetlał sypialnie Catheriny. Zdjęła spodenki i pozostawiła na środku pokoju. Wdrapała się ostatkiem sił na łóżko, zakryła ciepłą kołdrą i chciała zostać już tak na zawsze. Mimo to wiedziała, że następego dnia musi pojechać na zawody i dać z siebie wszystko. I oczywiście spotkać się z Diego.

Wrócił do swojego łóżka. Był wściekły. Nie rozumiał tej kobiety. Była tak bardzo zmienna. Taka spntaniczna. Tego potrzebował w swoim ułożonym życiu, a zarem ruda wszystko mu niszczyła. Każdą cegiełkę, którą solidnie ustawiał, ona w jednej sekundzie potrafiła zniszczyć. Nie wiedział, dlaczego tak bardzo odsuwała go od siebie, ale postawił sobie za priorytet dowiedzieć się czegoś o jej przeszłości.

*


Krople deszczu uderzały o szybę z narastającą wciąż prędkością. Cichy dźwięk uderzeń roznosił się po pokoju budząc Catherinę.
-Pogoda współgrająca z moim humorem.-powiedziała i spojrzała na zegarek, który wskazywał godzinę siódmą trzydzieści dwa. Postawiła nogi na panele. Były lodowate. Cudem doszła do szafy i wyjęła z niej pierwszą (i pewnie jedyną!) bluzę z długim rękawem i kapturem a także jeansowe spodnie.
Potrzebowała długiego gorącego prysznicu, ale to nie było jej dane. Zza drzwi doszedł ją głos Avery, która poprosiła, aby zeszła zaraz na śniadanie.
-Będe za dwie minuty!
Zdąrzyła tylko się ubrać i związać włosy w kok. Zeszła na dół do przestronnej,nowoczesnej kuchni i nagle wszystkie rozmowy ucichły. Wzrok pięciu nieznanych jej mężczyzn utkwiony był w jej skromnej osobie. Zaraz, zaraz...po prawej stronie stołu siedział blondyn,którego zdąrzyła już poznać. Carlos.
-Dzień dobry.-powiedziała. Avery wskazała jej miejsce pomiędzy dobrze zbudowanym brunetem a Carlosem. Usiadła.
-Dzień dobry.- męski,melodyjny głos, który tak dobrze poznała przez te kilka dni. Brunet usiadł naprzeciwko miejsca Avery, która popijała kawe.
-Co dziś będziesz robiła?-zapytał Carlos pòłszeptem.
-Planowałam zrobić przegląd motoru.
-Motoru?-niebieskie tęczówki obrzuciły ją uważnym spojrzeniem.
-No tak. Mojego motoru. Podobno stoi w jakiejś szopie.
-A chodzi i o ten motor! Nie wiedziałem, że jesteś jego właścicielką.
-Muszę na czymś jeździć skoro startuje w wyścigach.
-Serio? Robert, posłuchaj tylko!-Carlos zwrócił się do bruneta siedzącego obok Catheriny, który do tej pory nie zwracał do tej pory na nich uwagi. -Ona startuje w wyścigach,które sponsoruje Kaspian.
-Serio? To jak się nazywa nasza rybka?
-Catherina. Catherina Loyla.
-Nie wierzę! Przecież, to ty zdobyłaś ostatni puchar. Nath nic nie mówiłeś o tym, że będziemy gościć pod naszym dachem tą Catherinę, która jeździ na motorach.
-Bo już nie jeździ.
I zaczęło się.Kolejna kłótnia.
Cath została wyprowadzona przez przyszłego męża na korytarz i wtedy pozwoliła sobie na odrzucenie samokontroli.
-JEŚLI UWARZASZ, ŻE MASZ JAKIEKOLWIEK PRAWO DO DECYDOWANIA O MOIM ŻYCIU, TO JESTEŚ W GRUBYM BŁĘDZIE. JESTEŚ TOTALNYM DUPKIEM. SĄDZISZ, ŻE MOŻESZ MI ZABIERAĆ MOJE MARZENIA? NIE! DO CHOLERY JASNEJ NIE! JA JESTEM SOBIE PANIĄ I UWIERZ JESTEM ZDOLNA, DO WSZYSTKIEGO ABY POJECHAĆ NA ZAWODACH!-krzyczała na niego cały czas i zrozumiała, że opuszczanie kuchni było zbędne, bo wszyscy domownicy i tak mieli świetne przedstawienie.
-To ty jesteś w grubym błędzie. Nie pozwolę, abyś zrujnowała swoje życie. Nie chcę mieć żony kaleki! Poza tym idziezz dzisiejszego wieczoru razem ze mną na kolację.
-PO MOIM TRUPIE!
-Tak też mogę.
Całe jego opanowanie i spokój działały na nią jak czerwona płachta na byka. Tym razem też nie wytrzymała i wyszła z domu w tą ulewe. Założyła kaptur i poszła na spacer. Natrafiła po drodze na małą szopkę i tam weszła. W środku stał motor. Jej motor. Usiadła na ziemi. Brązowy piasek przyczepiał się do jej ubrań, ale teraz gdy miała chwilę spokoju nic jej nie przeszkadzało.


|»Jejku dziękuje Wam za komentarze! Naprawdę potraficie motywować mnie swoimi komentarzami. Dziekuje, za to, że chce Wam się czytać to coś. Bez Was by tego nie było. Dziekuje!«|
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
W tym rozdziele chcialabym Wam troche opowiedzieć o przeszlośc Cath. Jak to się stało że przestało jej zależeć n mężczyznach i dlaczego nie daje rady zakochać się.
Miłego czytania.
***


Depresja to lęk przed utratą wywołany tym, że nie uwolniliśmy się od jakiejś straty z przeszłości. Nie pozwala nam ona iść dalej i cieszyć się życiem, gdyż boimy się, że znowu coś stracimy. Nie chcemy iść dalej ani też zaufać chwili obecnej lub przyszłej. Odrzucamy wiarę w cokolwiek z obawy, że się zawiedziemy i że stracimy coś bardzo ważnego. Czujemy, że lepiej nigdy nic nie stracić, niż kochać. Nie chcemy iść do przodu, zaryzykować lub zaufać, że życie ma dla nas coś lepszego.
***
Zaciągnęła się dymem papierosa. Nikotyna rozeszła się po jej płucach. Uwielbiała to. I czas spędzony ze znajomymi. Tak zapamięta szkołę średnią. Imprezy do rana, ciężkie powroty do domu. I Alex-jej chłopak. Są ze sobą już pół roku, jednak on nie jest taki jak ona. Nie imprezuje tyle, nie jest tak porywczy. Ale ona w głębi serca wie że kocha go nad wszstko. Nawet nad tych fałszywych przyjaciół, którzy obalają z nią kolejną butelke taniej wódki.
Wszyscy siedzieli w małym kole składającym się z sześciu osób. Od prawej Nicolas,Jessica,Tom,Catherina,Joe,Rebecca. Park nocą wydawał się tajemniczy i niebezpieczny. Mimo, że wszyscy znali to miejsce jak własną kieszeń, bali się policji patrolującej tą okolicę co jakiś czas.
Catherina zrozumiała że przypadła Tomowi do gustu w momencie gdy zaczeli razem imprezować zaledwie dwa tygodnie temu. Nie chciała rozwalić swojego związku z Alexem.
Ręka blondyna powędrowała na jej plecy, delikatnie muskając odkryty kark. Owijał jej rozpuszczone włosy na palec, a alkohol pomieszana z obecnością niebyle jakiego faceta mieszała jej w głowie.
Dostała do ręki szklaną,przezroczystą butelkę z alkoholem. Wypiła kolejny łyk.
Ciecz sprawiała, że po jej ciele rozchodziło się przyjemne ciepło. Może już za dużo wypiła, albo po prostu miała jakieś schizy. Ale poczuła jak ktoś przyciąga ją do siebie i obsypuje szyję pocałunkami. Wiedziała już, że rano jej szyja będzie przyozdobiona różowo-fioletowymi plamkami. Podniosła wzrok i wpatrzyła się w błyszczące niebieskie tęczówki. Odepchnęła od siebie blondyna i chwiejnym krokiem wstała. Ruszyła przed siebie, chciała odejść jak najdalej aby nikt nie widział tego co wyprawiają we dwójkę. Wiedziała, że za nią pójdzie, to nie było trudne do odgadnięcia po tym co zobaczyła w jego oczach.
Pożądanie.
Ciężkie ręce objęły ją za biodra, przyciskając jak najbliżej jego bioder i wybrzuszenia ukrytego pod spodenkami. Kolejne pocałunki na szyi i za chwile stali do siebie twarzą w twarz. Każde z nich chciało przejąć kontrole. Walczyli ze sobą na języki, do momentu gdy Cath nie poddała się opadając z westchnieniem w jego ramiona. Zaniósł ją do swojego auta, a raczej pożyczonego od swojego kuzyna czy wujka samochodu. Tom był najstarszy i miał już prawo jazdy a także kupował im alkohol.
Wysoki, dobrze zbudowany blondyn o jasno niebieskich oczach. Która dziewczyna o takim nie marzy? Catherina, chciała to zaliczyć jako zwykły seks bez zobowiązań po pijaku. Nikt miał się o tym nie dowiedzieć. Nikt.
Usiedli na tylnich siedzeniach VANA i tam to zrobili. A po wszystkim wrócili na impreze przytuleni do siebie.
Poranek nie był dla niej przyjemnością. Wiedziała czym miała się zakończyć libacja następnego dnia, jednak to przerosło jej wyobrażenia. Wódka, dwa piwa i kilka plastikowych kubeczków taniego wina stanowiło kiepską mieszankę.
Ból głowy połączony z łomotaniem, susza w gardle.
Największym problemem jednak było to, że nie wiedziała jakim sposobem znalazła się w swoim pokoju. Pod koniec imprezy urwał jej się film i najprawdopodobniejszym rozwiązaniem było odwiezienie jej przez Toma do domu.
Podniosła się z łóżka i podeszła do stojącego lustra. Wyglądała okropnie. Potargane włosy, podkrążone oczy rozmazany makijaż. Spała we wczorajszych ubraniach.
Musiała się ogarnąć, bo właśnie dziś miała się spotkać z Alexem.
Długi, gorący prysznic pomógł jej otrzeźwieć trochę. Wyszła z łazienki owinięta białym ręcznikiem.
Ne spodziewała się jednak gościa w jej pokoju.
Na jej niepościelonym łóżku siedział zły Alex. Nie, on nie był zły on wyglądał na wkurwionego.
-Hej. Co ty tu robisz?
-Byliśmy umuwieni w nedzielę o dziesiątej. Chyba ci przeszkadzam, bo pewnie już jesteś umuwiona ze swoim nowym chłopakiem.
Co? O kim on do cholery jasnej mówi?!-pomyślała.
-O co ci chodzi?
-O twojego kolege, który cię odwiózł nad ranem do domu i tak ot dziwnym trafem pocałowałaś go! Kurwa, zmieniłaś się! Nie rozumiem już ciebie. Kilka miesięcy temu byłaś inna.
-A ja nie rozumiem ciebie. Zapewn tylko cmoknęłam go w policzek po przyjacielsku....
-Zapewne twój wujek musiał przestać odróżniać usta od policzków! A nie przecież! On był trzeźwy!- wstał zrezygnowany z łóżka i podszedł do dziewczyny.-Wybaczę ci ten pocałunek jeśli powiesz mi...-nie dokończył. Zapatrzył się na jej szyję.
Malinki. O cholera!-tylkote dwie myśli przebiegły po jej umyśle zanim zakryła wszystko włosami.
-Alex to nie tak jak myślisz! Ja i on...byliśmy nie trzeźwi.
W jego oczach pojawiła się furia pomieszana z żalem i smutkiem.
-Spałaś z nim?
-Mówię ci przecież, że byliśmy pijani. Nic nie pamiętam.
-Pytam po raz ostatni: przespałaś się z nim?
-....tak.
Nie wiedziała w którym momencie jego ręka znalazła się na jej policzku. Poczuła pieczenia i łzy napływające do oczu.
-Jesteś łatwa! Kolejna szmata w moim życiu...A myślałem, że jesteś inna.
Trzaśniecie drzwiami.
Catherina upadająca na kolana na podłogę. Łzy spływające po jej policzkach.
Ból.
Smutek.
Złość.
Żal.
Miłość.
Nie ważne, że ją uderzył. Nadal go kocha i kochać będzie. Przyzwyczaiła się do jego obecności w swoim życiu.
***
Otworzyła oczy.
Leżała na dużym dwuosobowym łóżku. Zawinięta w kakową pościel.
Odwróciła głowę w drugą stronę.
Leżał obok niej.
Kolejny powód jej bólu.
Zaczęło jej zależeć.
To koniec.


//Wasza LUCY
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 

Konkurs zwyciężyła:

http://kiniuaa.pinger.pl/

*Gratulacje!*
Twoj opis przypadl Nam najbardziej do gustu. W niedalekim czasie pojawi się w Naszym opowiadaniu NOWA POSTAC.
Jakbyś mogła się z Nami skontaktować w sprawie nagrody, bylybysmy bardzo wdzięczne.
P.S: mamy do omowienia jedna bardzo wazną kwestię.
 

 
Jak może poczuć się ktoś, kto stracił sens swojego życia. Jak może się czuć ktoś kto właśnie dowiedział się, że jego dotychczasowe życie było jednym wielkim kłamstwem. A co z tymi wszystkimi ludźmi? Co z rodziną?
Żal to jedyne co w tej chwili czuła Catherina. Teraz dopiero dotarło do niej, że jej rodzina ukrywała przed nią coś tak ważnego. Coś co odmieniłoby jej przeklęte życie. A teraz musiała wyjść za mąż, tylko z tego durnego powodu. Tylko dlatego, że była w połowie demonem. Może gdyby nie to...teraz mogła siedzieć ze swoim przyjacielem w barze przy kieliszku wódki.
Diego....
Zerwała się z łóżka, na którym do tej pory leżała zerknęła na godzinę wskazywaną przez cyfrowy zegarek stojący na szafce obok łóżka.
180
Zapomniała o spotkaniu ze swoim najlepszym przyjecielem. Ale nie miała na to głowy, przecież to był Diego. Przyjaciel od piaskownicy. Jak ona mogła? Musiała zadzwonić do niego w tej chwili. Potrzebowała wytłumaczyć mu się ze wszystkiego.
Cholera,przecież nie mam telefonu-pomyślała. Wyparowała ze swojego luksusowego więzienia i przebiegła korytarz. Wbiegając przy schodach do gabinetu Kaspiana. Nawet nie pomyślała o tym żeby zapukać. Wparowała do pomieszczenia z impetem, jednak widok, który zastała zszokował ją.
Tuż nad szklanką zapełnioną do połowy brunatnym napojem stała karafka z tego samego koloru płynem. Nad nimi pochylony siedział brązowowłosy mężczyzna. Zgarbiony, ze wzrokiem wbitym w powierzchnię biurka.
Oderwał wzrok dopiero gdy usłyszał dźwięk domykanych drzwi.
Wyraz smutku w jego brązowych oczach i cała bezradność wymalowana na jego twarzy, przygnębiły czerwonowłosą.
-Co ci jest?-zapytała cicho. Brakowało jej śliny, usta wysłychy jakby na jakiś Boży znak.
Zerwał się z biurowego,skórzanego krzesła i przyszpilił jej ciało do drzwi.
-Wariuję przez ciebie. Wiedząc, że nie odwzajemniasz moich uczuć. Wiedząc, że nienawidzisz mnie za to,że to właśnie ja powiedziałem o tym kim jesteś naprawdę. Cierpię kochając cię. A ty tego nie widzisz. Nie widzisz tego co robię dla ciebie. Nie wiesz co tobie myślę, ale zaraz ci to pokaże.
Nagły ból głowy sprawił, że przez chwilę widziała tylko ciemność. Obraz się wyostrzył, ona zobaczyła samą siebie jego oczami. Promieniejącą młodą kobietę.O idealnych rysach twarzy. Z pięknymi, równomiernie osadzonymi,zielonymi oczyma. I pięknym,szerokim uśmiechem. Czerwone włosy związane w wysokiego kucyka z tyłu głowy odsłaniały szyję i ramiona. Szary, znoszony podkoazulek idealnie pasował, do czarnych,jeansowych szortów.
-Upiłeś się. Proszę cię. Przestań. To wcale nie jest zabawne. -i obraz zniknął. Widziała teraz tylko jego ciemniejące, brązowe tęczówki. Jak to możliwe, że tej chwili ten mężczyzna wydawał się jej tak pociągający? Dlaczego ten ciepły wyraz twarzy wydał jej się teraz tak niewiarygodnie piękny. Dostrzegła kilka szczegółów, jak kilkudniowy zarost zdobiący jego policzki i żuchwę. Jedwabiste,brązowe włosy, które aż domagały się aby jakieś palce je dotykały.
-Pocałuj mnie. A potem dam sobie z tobą spokój.
Nie miała czasu, na odpowiedź, ponieważ w tym samym momencie którym padły ostatnie słowa tych dwóc zdań, mężczyzna wpił się w jej usta.
A ona nie została mu dłużna. Kilka razy przegryzła jego dolną wargę, a gdy on niby to przypadkiem dotknął językiem jej wargi. Westchnęła, uchylają wargi. On korzystając okazji wsunął swój język do jej ust. Pieścił jej język i przegryzał jej wargi. Obie jej ręce powędrowały ku górze zanurzając się w tej gęstej czuprynie.
Rękoma złapał ją za pośladkii uniósł ku górze. Oplotła nogami jego biodra i całowała go tak zachłannie, że zapomniał o tym w jakiej sprawie przyszła do niego.
Poczuła pod sobą tą samą czarną kanapę, na której dowiedziała się całej prawdy o jej życiu.
Kaspian nie próżnował wsunął rękę pod jej plecy i koszulkę odszukując to magiczne zapięcie uwalniające piersi od materiału czarnego stanika. Drugą ręką podniósł koszulkę aż do szyi zielonookiej i całował jej brzuch. Udało mu się mocniejszym szarpnięciem rozpiąć czarny,koronkowy biustonosz.Podniósł dziewczynę i zdjął przez głowę z małą pomocą jej koszulkę. Pozbycie się czarnego materiału okrywającego jej piersi nie stanowiło żadnego problemu. Zsunął jedno ramiączko do wysokości łokcia i błądził ustami po jej obojczyku i szyi.
Cath przeniosła swoje ręce z jego obłędnej czupryny na klatkę piersiową. Sunęła palcami coraz niżej rysując nieokreślone kształtu. Czuła jak każdy jego mięsień się napina pod presją jej głodnego dotyku. Dotarła do momentu gdzie koszula kończyła się, a zaczynał się stan jeansów. Podciągnęła koszulkę aż dojego klatki piersiowej. Zdjął ją czym prędzej i wrócił do zdejmowania jej stanika. Nie teg się spodziewała to bym istny bóg seksu. Zarys napiętych mięśni brzucha i ramion był zaskakująco podniecający. To sympatyczne 'V' ukryte po części w jego spodniach spowodowało,że poczuła jeszcze większą potrzebę zerwania z niego tych skrawków materiału.
Zaczął pieścić jej piersi, a jej ciało automatycznie wygielo się w łuk.
-Nie...musimy...przestać
-Nie teraz gdy wiem co kryło się pod tymi szmatkami.
***
Orgazmy które zapewnił jej ten mężczyzna,były przezyciem którego nawet się nie spodziewała. Dostarczył jej tyle emocji i tyle przeżyć. Nie liczyła ile razy szczytowała, ale to było coś pięknego. Coś godnego przeżycia.
-I jak?-ten ochrypły głos mężczyzny który otulał ją swoim własnym ciałem, sprawiła,że poczuła do niego coś zupełni innego. Leżeli na czarnej kanapie splecieni swoimi ciałami. A on tak naprawdę wiedziała o nim tylko to jak się nazywa i czym jest. A on? Czy on wiedział o niej tyle samo co ona o nim?
-Coś się stało?-zapytał zatroskany
-Nie. Skąd?
-Zmarszczyłaś czoło. Myślisz o czymś.
-Bo ja tak naprawdę nic o tobie nie wiem. Ty wies o mnie wszystko.
-Znam te podstawowe informacje. Nie znam twojego charakteru, osobowosci czy uczuc. Staram się uczyć twoich zachowań. Ale jesteś strasznie zmienna. A ty?Co byś chciała o mnie wiedzieć?
-Ile masz lat?
-Dwadzieścia cztery.
-Masz dziewczyne?Dzeci?-jego wibrujący śmiech i klatka piersiowa unosząca się w dół i górę.
-Nie.
-Masz rodzine?
-Tak. Został mi tylko kuzyn Daniel.
-Poznam go kiedyś?
-Prędzej niż myślisz.
-Co?
-Nic, nic. Dowiesz się później. Pogłaskał jej ramię,a na jej ciale pojawiła się gęsia skórka.-Zmarzłaś.
Przycisnął ją jeszcze bliżej swojego ciała.
-Już wiem po co przyszłam.
-Tak?
-Chciałam pożyczyć telefon. Muszę zadzwonić.
Kolejny raz zaśmiał się.
__________________________________________
Witam Was. Jestem nową autorką, poprzednia nie może tymczasowo nic dodawać. Biedaczek. Licze na.komentarze. Ja piszę trochę doroślej niż LUCY (takie jej dałam pseudo,zeby nie było używania imion). Ja bedę NICKI. Buziaczki
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Wymyśliłam dla Was, pewien konkurs?
Nie, to się nie zalicza do konkursów, to raczej pomysł na współpracę między mną, a Wami.
Pisze opowiadanie dla Was i dla siebie, ale to Wy je czytacie i obsypujecie mnie przemiłymi komentarzami.
Więc wymyśliłam, że mogłybyście wymyślić nowego bohatera opowiadania.
Chodzi mi o jego opis. Opis :charakteru, demona drzemiącego w nim i wyglądu. Dajcie się ponieść wyobraźni.
Chce tylko wspomnieć, że nowy bohater trochę namiesza w życiu Cath i Kaspiana, więc mam nadzieję, że pomysły będą kreatywne.
Pomysły własnej twórczości ślijcie mi w prywatnych wiadomościach, lub piszcie w komentarzach, jeśli chcecie.
Za najlepszy opis, zrobię reklamę bloga.
*Powodzenia*
*Buziaczki*
 

 
Dobry wieczór dziewczyny!
Chcę Wam podziękować za te wszystkie komentarze-przeczytałam wszystkie.
Pisze,tą wiadomośc z podziękowaniami i mała prośba.
Czy mogłybyście (oczywiście, te które chcą) napisać komentarz, żebym wiedziała, do kogo mam pisać wiadomośc z informacją o nowych rozdziałach?
Dziękuję za WSZYSTKIE komentarze! Podbudowujecie mnie, postaram się w najbliższym czasie napisać więcej rozdziałów, żeby częściej wstawiać.
Postaram się dziś nadrobić zaległości u Was, ale nie obiecuję, żę skomentuję wszystko dziś, przepraszam.
I dziękuję.
Autorka.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
I może dlatego jeszcze nie oszaleliśmy ze strachu, bo w pewnym stopniu dalej wydaje nam się, że to nie jest do końca prawda. Wmawiamy sobie, że gramy w filmie, że to wszystko, co dzieje się wokół nas, to akcja taniego, telewizyjnego horroru. Albo jesteśmy ofiarami jakiegoś artystycznego eksperymentu, bohaterami reality show bez wcześniejszego castingu i poinformowania o udziale, my tu siedzimy, a ktoś doskonale się bawi, oglądając nas w galerii lub telewizji internetowej
Catherina czuła się własnie tak od dnia, gdy dowiedziała się, ze ma wyjśc za mąż, że ma miec męża, że ktoś będzie nad nią panował.Że ktoś będzie górą.Jeszcze nigdy sie nie zdarzyło, żeby ktoś górował nad nią. Każdy jej związek kończył się przed tym głupim tekstem "zostaniesz moją dziewczyną". Czyli trwał przeciętnie tydzień. A to jej wystarczało. Dobry, niezobowiązujący "związek". Związek, który pozwalał jej na wszystko. A najbardzej była zadowolona z tego, ze miała czas na zawody. A teraz miałaby to wszystko rzucić i zostać kurą domową w wieku dwudziestu lat. Nie, na pewno nie.
Wysiadła ze srebrnego SUV'a.W przeciągu minuty,truchtem,pokonała dystans dzielący ją a drzwi tego wielkiego budynku.
Zatrzymał ją dopiero dżwięczny głos.
Męski głos.
-Gdzie wy do cholery byłyście?!
Kaspian.
Odwróciła się na pięcie i spojrzała prosto w jego brązowe oczy.
-Nudziło mi się i poprosiłam Aver, żebyśmy pojechały na wycieczkę.
Mężczyzna przeniósł rozgniewany wzrok na dziewczynę. A ona,co? Spuściła głowę i weszła do domu trzymając w rękach papierową paczkę z zakupami. Minęła Catherinę, nawet nie obdarzając jej ani jednym spojrzeniem. Dziewczyna wpatrywała się w klamkę i odległośc dzieląca ją od drzwi.Zaledwie dwa kroki i mogłaby uniknąć go.
-Musimy porozmawiać.
-Chyba nie mamy o czym.-odpowiedziała czerwonowłosa.
-Mylisz się. Mamy wiele spraw do omówienia i nie chodzi mi o nasze wesele. Musimy porozmawiać poważnie na pewne bardzo ważne tematy.
Kiwnęła głową,zgadzając się.
Dlaczego, by nie?-pomyślała-Nie mam chyba nic do stracenia. On trochę poględzi i będę mogła iśc do swojego pokoju i obmyślać jakiś plan swobodnego wyjścia z domu na jutrzejsze wyścigi.
Pociągnął ją za rękę.Obeszli dom i weszli, przez tylne drzwi, których Cath nie widziała do tej pory. Weszli na górę po schodach, skręcili w pierwsze drzwi po lewej.
To był gabinet Kaspiana, świadczyły o tym brązowe biurko stojące na środku ciemnoszarego pomieszczenia i kilka innych mniej widocznych na pierwszy rzut oka rzeczy.
Usiedli na czarnej sofie, tuz obok małego,szklanego stolika do kawy. Dwudziestolatka rozglądała się po gabinecie. Na północnej ścianie wisiały dyplomy,referencje,podziękowania, kilka zdjęć , a także znajdował się tam duży balkon. Przy wschodniej ścianie stały regały z książkami i innymi mniej ważnymi gratami.Na środku stało drewniane biurko z laptopem i innymi szpargałami.Tuż obok mebla stały dwa krzesła jedno z przodu, drugie z tuły. Zachodnia ściana była bardziej pusta od pozostałych.Stała przy niej jedynie sofa i szklany stoliczek.A także mini barek. Podłoga była wyłożona czarną wykładziną.
-Chcesz coś do picia? Coś mocniejszego, czy jakiś sok?
-Masz może wiskey?
-Jasne.-powiedział. Wstał z sofy i podszedł do mebla. Wyjął dwie szklanki. Do każdej wrzucił po dwie kostki lodu i zalał złocistym trunkiem. Podał dziewczynie i usiadł obok.
-Więc o czym chciałeś rozmawiać?-zapytała Cath, po wypiciu zawartości szklanki.
Alkohol, mocny alkohol zaczał rozchodzić się po jej ciele. Palił gardło i przełyk, a następie płuca. Była przyzwyczajona, do tego. Piła różne drinki, czasami nawet to nie były drinki. Bo jak można nazważ wódkę zmieszaną z tequilą i whiskey? Ale to piła już gdy była bardzo zalana i nic jej nie mogło popsuć humoru.
-O tobie.
Dobrze, że wypiła całą szklankę, bo mogłaby się zakrztusić gdyby włąsnie teraz delektowała się tym mocnym smakiem.
-Ale.Ale, jak to o mnie?
-Normalnie. Mam porozmawiać z toba, bo twój wujek mnie prosił. Powiedział, że nie ma sił na tłumaczenie Ci wszystkiego od samego początku, że ja mógłbym to zrobić.
-Ale o co chodzi?
-Jesteś bardzo niecierpliwa.
Poraz kolejny wstał z czarnego siedziska i podszedł do mini barku. Wyjął karafkę ze złocistym płynem i postawił ja na szklanym blacie stolika, tuż obok szklanki Cath.
-Jestem niecierpliwa i co z tego? Wątpie, że miałeś mi powiedzieć o tym, zę jestem w gorącej wodzie kapana. Wątpie. Wujek mówił mi to chyba milion pięćset razy.
-Masz rację. Nie o tym mieliśmy rozmawiać.
-Więc, o czym?
-Tylko obiecaj, ze nie zaczniesz się smiac ani nie zrobisz żadnej głupoty.
-Jasne.
-Chodzi o to, że ty nie jesteś człowiekiem.
-A kim?Kosmitą?
-Nie Cath. Jesteś hybrydą. Pół człowiekiem, pół demonem.
-Słuchaj, jeśli miałeś mnie tym argumentem jakoś zmusić do ślubu, czy cos. To Ci się nie udało. Wymyśl cos lepszego.-wstała, ale on pociągnął ją za rekę i wróciła na poprzednie miejsce.-Co?!
-Posluchaj mnie do końca.Dobrze?
-Dobra..
-Twoja matka ne żyje, ale twój ojciec jest demonem duszy. On żyje Cath. Twój ojciec nie umarł i próbuje cię zabic.
-Co? Ale…Przecież, odwiedzałam ich grób.
-Nazwisko twojego ojca zostało dopisane. Pod ziemią znajduje się tylko trumna ze zwłokami twojej matki. Twój ojciec żyje
Nie wierzyła mu. To było nie możliwe i głupie. Demony nie istnieją.Żadne podobne wytwory nie istnieją. To wymysł autorów książek lub scenopisarzy. Ale żadne demony,anioły,czarownice nie istnieją.-tak myślała, ado głowy przyszła jej nagle pewna myśl.
-Przyjmijmy, zę ci w części wierze. Kim więc jesteś ty?
-Jestem demonem ognia.-dotknał jej ręki. Jego skóra była gorąca, tylko dlaczego wcześniej tego tak nie odczuwała? Czuła emanujące od niego ciepło.
-Dlaczego? Dlaczego mi to mówisz?
-Bo muszę, bo mam cie chronić. Bo cie kocham.
-Nie kochasz mnie! Nawet mnie nie znasz!
-Owszem, znam. I wiem o tobie o wiele więcej niż ty sama o sobie.
-Jasne.
-No a kto ci powiedział, o tym kim jesteś naprawdę? Jesteś pół demonem duszy. Możesz manipulować ludźmi i demonami, masz dar widzenia uczuć a nawet tworzenia snów.
-Ja teraz wyjdę, bo to chyba jakiaś tandetna komedia, a ja gram główną role.
-Jak mam ci to inaczej wyjasnic? Jesteś pół demonem duszy. Twój wujek o tym wiedział od zawsze. Zapytaj go. Na pewno ci powie.
-Zawieź mnie do niego.
-Oczywiście.
I pojechali. Po pół godzinie byli na miejscu. Cath wbiegła do domu wujka.
Teraz musiała tylko usłyszeć „nie słoneczko, to tylko głupi żart.Przeciez demony nie istnieją”.
A jeśli usłyszy „tak, to prawda”. Załamie się. Jej świat zostanie zachwiany. Jej dotychczasowe życie przekręci się o 360 stopni. Wszystko, co było do tej pory straci sens, bo przecież zyła w kłamstwach. Odwiecznych kłamstwach I do tego doszedłby fakt, że jej ojciec żyje i chce ją zabić.
-Wujku!
-O Cath, jak miło cię widzieć.-czterdziestoletni mężczyzna siedział w salonie na fotelu, oglądając program telewizyjny.
-Wujku powiedz, że to nie prawda. Powiedz że mój ojciec nie zyje. Powiedz, że nikt nie próbuje mnie zabić.
Mężczyzna podniósł się z fotela i mocno przytulił siostrzenice.A ona się rozpłakała. Jej poprzdnie zycie lgło w gruzach. Cały czas żyła w kłamstwach. Wujek, którego tak bardzo kocha oszukał ją, ale nie zostawiłaby go.Nigdy.Jest jedyną osobą, która z nią jest i ją kocha.
-Przepraszam, że ci nie powiedziałem, wczęsniej. Gdy byłaś dużo młodsza. Zaczęłabyś kształcić swoje moce, ale wtedy nie wiedziałem, że na twoje życie czycha demon. Demon, który jest twoim ojcem.
-Nic się nie stało. Naprawde. Wszystko będzie dobrze. Kaspian mi pomoże. Obiecał, ci prawda?
Przytaknięcie głową.
-Dobrze wujku. A teraz się nie denerwuj.Ja wracam do tamtego domu i spróbuję to wszystko przemyśleć. Spróbuję…to wszystko ułożyć w głowie.
-Dobrze skarbie, tylko uważaj. –ucałował ją w czubek głowy i odprowadził do drzwi. W tym czasie Kaspian na tył samochodu zapakował jej motor-Grovena.
-Pa.
-Trzymaj się kochana.
-Będę ją pilnował!-wykrzyknął brunt i wsiadł na miejsce kierowcy.
Czerwonowłosa pobiegła na swoje miejsce pasażera i pojechali.


Dziękuję Kochane.
Więc, jestem. Znaczy się, jest rozdizał. Znalazłam czas.
Musze Wam wytłumaczyć troszkę.
Z początku to opowiadanie miało być jak poprzednie opowiadanie tylko o miłości i tak dalej, ale wpadłam na pomysł, żeby pomieszać romans z fantastyką. Lubię czytać (książki,opowiadania) fantastyczne połączone z romansem. Dlatego też tak powstał ten rozdział. Rozdział wyjawiający całą prawde o Cath.
Wyszło mi trochę kiczowato? Z góry przepraszam.
Literówki? Naprawde przepraszam, ale word mi pada.
Licze na komentarze z każda opinią!
P.S zmieniłam narracje, mam nadzieje, że nie gniewacie się za to.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
I może dlatego jeszcze nie oszaleliśmy ze strachu, bo w pewnym stopniu dalej wydaje nam się, że to nie jest do końca prawda. Wmawiamy sobie, że gramy w filmie, że to wszystko, co dzieje się wokół nas, to akcja taniego, telewizyjnego horroru. Albo jesteśmy ofiarami jakiegoś artystycznego eksperymentu, bohaterami reality show bez wcześniejszego castingu i poinformowania o udziale, my tu siedzimy, a ktoś doskonale się bawi, oglądając nas w galerii lub telewizji internetowej
Catherina czuła się własnie tak od dnia, gdy dowiedziała się, ze ma wyjśc za mąż, że ma miec męża, że ktoś będzie nad nią panował.Że ktoś będzie górą.Jeszcze nigdy sie nie zdarzyło, żeby ktoś górował nad nią. Każdy jej związek kończył się przed tym głupim tekstem "zostaniesz moją dziewczyną". Czyli trwał przeciętnie tydzień. A to jej wystarczało. Dobry, niezobowiązujący "związek". Związek, który pozwalał jej na wszystko. A najbardzej była zadowolona z tego, ze miała czas na zawody. A teraz miałaby to wszystko rzucić i zostać kurą domową w wieku dwudziestu lat. Nie, na pewno nie.
Wysiadła ze srebrnego SUV'a.W przeciągu minuty,truchtem,pokonała dystans dzielący ją a drzwi tego wielkiego budynku.
Zatrzymał ją dopiero dżwięczny głos.
Męski głos.
-Gdzie wy do cholery byłyście?!
Kaspian.
Odwróciła się na pięcie i spojrzała prosto w jego brązowe oczy.
-Nudziło mi się i poprosiłam Aver, żebyśmy pojechały na wycieczkę.
Mężczyzna przeniósł rozgniewany wzrok na dziewczynę. A ona,co? Spuściła głowę i weszła do domu trzymając w rękach papierową paczkę z zakupami. Minęła Catherinę, nawet nie obdarzając jej ani jednym spojrzeniem. Dziewczyna wpatrywała się w klamkę i odległośc dzieląca ją od drzwi.Zaledwie dwa kroki i mogłaby uniknąć go.
-Musimy porozmawiać.
-Chyba nie mamy o czym.-odpowiedziała czerwonowłosa.
-Mylisz się. Mamy wiele spraw do omówienia i nie chodzi mi o nasze wesele. Musimy porozmawiać poważnie na pewne bardzo ważne tematy.
Kiwnęła głową,zgadzając się.
Dlaczego, by nie?-pomyślała-Nie mam chyba nic do stracenia. On trochę poględzi i będę mogła iśc do swojego pokoju i obmyślać jakiś plan swobodnego wyjścia z domu na jutrzejsze wyścigi.
Pociągnął ją za rękę.Obeszli dom i weszli, przez tylne drzwi, których Cath nie widziała do tej pory. Weszli na górę po schodach, skręcili w pierwsze drzwi po lewej.
To był gabinet Kaspiana, świadczyły o tym brązowe biurko stojące na środku ciemnoszarego pomieszczenia i kilka innych mniej widocznych na pierwszy rzut oka rzeczy.
Usiedli na czarnej sofie, tuz obok małego,szklanego stolika do kawy. Dwudziestolatka rozglądała się po gabinecie. Na północnej ścianie wisiały dyplomy,referencje,podziękowania, kilka zdjęć , a także znajdował się tam duży balkon. Przy wschodniej ścianie stały regały z książkami i innymi mniej ważnymi gratami.Na środku stało drewniane biurko z laptopem i innymi szpargałami.Tuż obok mebla stały dwa krzesła jedno z przodu, drugie z tuły. Zachodnia ściana była bardziej pusta od pozostałych.Stała przy niej jedynie sofa i szklany stoliczek.A także mini barek. Podłoga była wyłożona czarną wykładziną.
-Chcesz coś do picia? Coś mocniejszego, czy jakiś sok?
-Masz może wiskey?
-Jasne.-powiedział. Wstał z sofy i podszedł do mebla. Wyjął dwie szklanki. Do każdej wrzucił po dwie kostki lodu i zalał złocistym trunkiem. Podał dziewczynie i usiadł obok.
-Więc o czym chciałeś rozmawiać?-zapytała Cath, po wypiciu zawartości szklanki.
Alkohol, mocny alkohol zaczał rozchodzić się po jej ciele. Palił gardło i przełyk, a następie płuca. Była przyzwyczajona, do tego. Piła różne drinki, czasami nawet to nie były drinki. Bo jak można nazważ wódkę zmieszaną z tequilą i whiskey? Ale to piła już gdy była bardzo zalana i nic jej nie mogło popsuć humoru.
-O tobie.
Dobrze, że wypiła całą szklankę, bo mogłaby się zakrztusić gdyby włąsnie teraz delektowała się tym mocnym smakiem.
-Ale.Ale, jak to o mnie?
-Normalnie. Mam porozmawiać z toba, bo twój wujek mnie prosił. Powiedział, że nie ma sił na tłumaczenie Ci wszystkiego od samego początku, że ja mógłbym to zrobić.
-Ale o co chodzi?
-Jesteś bardzo niecierpliwa.
Poraz kolejny wstał z czarnego siedziska i podszedł do mini barku. Wyjął karafkę ze złocistym płynem i postawił ja na szklanym blacie stolika, tuż obok szklanki Cath.
-Jestem niecierpliwa i co z tego? Wątpie, że miałeś mi powiedzieć o tym, zę jestem w gorącej wodzie kapana. Wątpie. Wujek mówił mi to chyba milion pięćset razy.
-Masz rację. Nie o tym mieliśmy rozmawiać.
-Więc, o czym?
-Tylko obiecaj, ze nie zaczniesz się smiac ani nie zrobisz żadnej głupoty.
-Jasne.
-Chodzi o to, że ty nie jesteś człowiekiem.
-A kim?Kosmitą?
-Nie Cath. Jesteś hybrydą. Pół człowiekiem, pół demonem.
-Słuchaj, jeśli miałeś mnie tym argumentem jakoś zmusić do ślubu, czy cos. To Ci się nie udało. Wymyśl cos lepszego.-wstała, ale on pociągnął ją za rekę i wróciła na poprzednie miejsce.-Co?!
-Posluchaj mnie do końca.Dobrze?
-Dobra..
-Twoja matka ne żyje, ale twój ojciec jest demonem duszy. On żyje Cath. Twój ojciec nie umarł i próbuje cię zabic.
-Co? Ale…Przecież, odwiedzałam ich grób.
-Nazwisko twojego ojca zostało dopisane. Pod ziemią znajduje się tylko trumna ze zwłokami twojej matki. Twój ojciec żyje
Nie wierzyła mu. To było nie możliwe i głupie. Demony nie istnieją.Żadne podobne wytwory nie istnieją. To wymysł autorów książek lub scenopisarzy. Ale żadne demony,anioły,czarownice nie istnieją.-tak myślała, ado głowy przyszła jej nagle pewna myśl.
-Przyjmijmy, zę ci w części wierze. Kim więc jesteś ty?
-Jestem demonem ognia.-dotknał jej ręki. Jego skóra była gorąca, tylko dlaczego wcześniej tego tak nie odczuwała? Czuła emanujące od niego ciepło.
-Dlaczego? Dlaczego mi to mówisz?
-Bo muszę, bo mam cie chronić. Bo cie kocham.
-Nie kochasz mnie! Nawet mnie nie znasz!
-Owszem, znam. I wiem o tobie o wiele więcej niż ty sama o sobie.
-Jasne.
-No a kto ci powiedział, o tym kim jesteś naprawdę? Jesteś pół demonem duszy. Możesz manipulować ludźmi i demonami, masz dar widzenia uczuć a nawet tworzenia snów.
-Ja teraz wyjdę, bo to chyba jakiaś tandetna komedia, a ja gram główną role.
-Jak mam ci to inaczej wyjasnic? Jesteś pół demonem duszy. Twój wujek o tym wiedział od zawsze. Zapytaj go. Na pewno ci powie.
-Zawieź mnie do niego.
-Oczywiście.
I pojechali. Po pół godzinie byli na miejscu. Cath wbiegła do domu wujka.
Teraz musiała tylko usłyszeć „nie słoneczko, to tylko głupi żart.Przeciez demony nie istnieją”.
A jeśli usłyszy „tak, to prawda”. Załamie się. Jej świat zostanie zachwiany. Jej dotychczasowe życie przekręci się o 360 stopni. Wszystko, co było do tej pory straci sens, bo przecież zyła w kłamstwach. Odwiecznych kłamstwach I do tego doszedłby fakt, że jej ojciec żyje i chce ją zabić.
-Wujku!
-O Cath, jak miło cię widzieć.-czterdziestoletni mężczyzna siedział w salonie na fotelu, oglądając program telewizyjny.
-Wujku powiedz, że to nie prawda. Powiedz że mój ojciec nie zyje. Powiedz, że nikt nie próbuje mnie zabić.
Mężczyzna podniósł się z fotela i mocno przytulił siostrzenice.A ona się rozpłakała. Jej poprzdnie zycie lgło w gruzach. Cały czas żyła w kłamstwach. Wujek, którego tak bardzo kocha oszukał ją, ale nie zostawiłaby go.Nigdy.Jest jedyną osobą, która z nią jest i ją kocha.
-Przepraszam, że ci nie powiedziałem, wczęsniej. Gdy byłaś dużo młodsza. Zaczęłabyś kształcić swoje moce, ale wtedy nie wiedziałem, że na twoje życie czycha demon. Demon, który jest twoim ojcem.
-Nic się nie stało. Naprawde. Wszystko będzie dobrze. Kaspian mi pomoże. Obiecał, ci prawda?
Przytaknięcie głową.
-Dobrze wujku. A teraz się nie denerwuj.Ja wracam do tamtego domu i spróbuję to wszystko przemyśleć. Spróbuję…to wszystko ułożyć w głowie.
-Dobrze skarbie, tylko uważaj. –ucałował ją w czubek głowy i odprowadził do drzwi. W tym czasie Kaspian na tył samochodu zapakował jej motor-Grovena.
-Pa.
-Trzymaj się kochana.
-Będę ją pilnował!-wykrzyknął brunt i wsiadł na miejsce kierowcy.
Czerwonowłosa pobiegła na swoje miejsce pasażera i pojechali.


Dziękuję Kochane.
Więc, jestem. Znaczy się, jest rozdizał. Znalazłam czas.
Musze Wam wytłumaczyć troszkę.
Z początku to opowiadanie miało być jak poprzednie opowiadanie tylko o miłości i tak dalej, ale wpadłam na pomysł, żeby pomieszać romans z fantastyką. Lubię czytać (książki,opowiadania) fantastyczne połączone z romansem. Dlatego też tak powstał ten rozdział. Rozdział wyjawiający całą prawde o Cath.
Wyszło mi trochę kiczowato? Z góry przepraszam.
Literówki? Naprawde przepraszam, ale word mi pada.
Licze na komentarze z każda opinią!
P.S zmieniłam narracje, mam nadzieje, że nie gniewacie się za to.
  • awatar Bez Granicy ♥♥: oo kurczę ; ** No to dałaś popalić , ale podoba mi się ; ) Będę ci wdzięczna , jeśli będziesz mnie uprzedzać o następnych działach ; *
  • awatar Desolation.: nie no jeszcze lepsze. Nie sądziłam, że wprowadzisz fantastykę, to mnie mocno zaskoczyło. Lubię czytać opowiadania fantastyczne, ale to zależy czy są dobre czy też nie. W twoim zakochałam się gdy tylko je przeczytałam, tak więc mega mi się podoba. Co do narracji to powiem Ci, że dobrze zrobiłaś zmieniając ją. Lepiej Ci idzie i to widać. Świetnie wszystko opisałaś i odczuwam wrażenie, że jest lepiej niż poprzednio. O ile to możliwe. Strasznie mi się podoba i już nie mogę się doczekać następnego. Teraz to mnie dopiero wciągnęło. Teraz mam tak wiele pytań, że jej. Kurcze muszę wiedzieć czy ją i Kaspiana coś połączy xd byłoby seriooo fajnie *.* no, ale to twoja wizja. Kończę ten komentarz, bo się rozpisałam jak głupia. Pewnie nawet nie przeczytasz, no ale cóż. No dobra to już koniec. Jest świetne i je kocham i czekam <3 ii zapraszam do mnie na nowy rozdział. <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Witam Pingerowiczki,
z tej strony ja, Autorka. Chciałabym Was powiadomić, że nie jestem pewna kiedy pojawi się kolejny rozdział, ponieważ mam wakacje i nie jestem w domku. Nie mam czasu, bo mam dużo zajęć.
Jestem również przekonana, że Wy tez nie chcecie nadrabiać przez tydzień po powrocie tego wszystkiego, więc jak na razie poczekam, pomyślę i Was powiadomię gdyby coś miało się zmienić.
Trzymajcie się cieplutko.
Pogody
Dziękuję za uwagę i zycze udanych wakacji.
  • awatar Desolation.: ale jak to tak ? A gdzie mój rozdział ? :c Kurde czekam Pisz mi na priv czekam czekam i bd czekala ! Bo ja to kocham <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Podróż upłynęła nam w znośnej atmosferze. Pokierowałam Avery, oczywiscie wtracajac kilka uwag,o zbyt ślimaczej prędkości lub nieumiejętnym prowadzeniu vana. Przy każdej uwadze byłam obrzucana spojrzeniem ciskającym piorunami.
Ale,co mi tam, po takim spojrzeniu? Nic.
Wysiadłyśmy z samochodu i zatrzymałyśmy się przed maską samochodu.
-Masz trzydzieści minut.-rzuciła Avery i wróciła na swoje poprzednie miejsce.
Odwróciłam się w stronę małego, jednorodzinego domku. Otynkowany,stary budynek stał tuż obok wielkiego,starego drzewa- wierzby. W dzieciństwie,kiedy jego rodzice jeszcze żyli bawilśmy się pod tym drzewem w dom.
Podeszłam do drzwi i zapukałam. Poczekałam chwilę i przede mną stał już mój przyjaciel.
Diego jest przystojnym mężczyzną. Jest dobrze zbudowany i wyźszy ode mnie o jakieś dziesięć centymetrów.
Kilkanaście lat przyjaźni z nim pozwoliło mi na chociaż lekkie przyzwyczajenie się do jego urody. Rozczojrane, brązowe,jedwabiste włosy, niemalże czarne,duże oczy i ten uśmiech. Gdy Diego uśmiechał sie szczerze,zawsze pokazywał zęby a na jego twarzy pojawiały się dwa przecudne dołeczki.
Moja ulubiona granatowa koszulka opinała się na jego ramionach i klatce piersiowej. I czarne,poczciwe dresy.
Rzuciłam się na jego szyję, dziwiąc się,ze otaksowanie go zajęło mi tak niewiele czasu.
Schowalam twarz w zagłebienie jego obojczyku i zaszlochalam. Ierwszy raz od wielu lat przy nim.
-Co sie stalo?-zapytał głaszcząc moje włosy w jakże dobrze mi znanym,uspokajającym geście.
-Wychodze za mąż.-kolejne łzy i chwila spokoju.
A on? Wszystkie jego mięśnie się napięły,a ręka zatrzymała sie.
-Diego? Pomoż mi. Proszę cię.
Odchrząknął.
-Ale co? Jak to?
-Normalnie. Wujek chce,żebym wyszła za mąż za Kaspiana di Volpe.
-Co? Za tego...za tego...?
-Tak za tego. A ja nie wiem co mam zrobić. Jestem pełna obaw.
-I Ci się nie dziwie! Jak twój wujek mógł wymyślić coś tak głupiego? Zawsze traktowałem go jak członka rodziny,a teraz okazał sie durniem.
-Diego! Nie przesadzaj. To nadal mój wujek. Kocham go,ale nie potrafie uszanować jego decyzji.-wymruczałam.
-Przepraszam. Poniosło mnie.
Jego długi palec dwlikatni uniusł moją brodę,tak żebyśmy mogli swobodnie patrzeć sobie oczy.
-Usiądźmy i pogadamy. Chodź do salonu.
Pociagnął mnie za sobą i poszliśmy do przytulnego pokoju w połnocnej części domu. Szare umeblowanie wraz z białymi ścianami i czerwono-czarnymi dodatkami tworzyły spójną całość.
Usiedliśmy na dużej,szarej kanapie. Diego trzymał mnie cały czas przy swoim boku,jakbym miała mu zaraz uciec. A tego nie planowałam,chociaż wiedziałam że mam zaledwie 30 minut.
-To co się wydarzyło od naszego przedwczorajszego spotkania?-zapytał spokojnie. Zawsze go podziwiałam za umiejętność opanowywania emocji.
A więc,opowoedziałam mu o wszystkim co się wydarzyło. Brunet na przemian był wściely i smutny.
-Cholera jasna. Kiedy masz date ślubu?
-Nie wiem. -odpowiedziałam zgodnie z prawdą.-Sluchaj ja musze już iść.
-Dlaczego?-zapytał smutno.
-Mam ograniczony czas.
-No dobra. Spotkajmy się jutro na torze. Ty troche poćwiczysz do wyścigu,a ja coś spróbuje wymyślić.
-Postaram się.
Podnieśliśmy się z kanapy i przytuliliśmy. Wcal nie chciałam go zostawić,nie teraz,gdy go potrzebowałam najbardziej.
Wyszliśmy,ostatni raz się pożegnaliśmy i ja ruszyłam do Avery, a razem z nia do mojego więzienia.
Jeszcze przed powrotem do "domu" zajechałyśmy do hipermarketu. Po jaieś mniejsze zakupy.
-Dziś z rana Kaspian pojechał na zakupy z Leonem. Mam nadzieje,ze potrafisz dobrze klamac. Kasianowi powiedz,ze nudzilo ci się i że wyblagałaś mnie o wyjazd. Carlosowi mów ze byłyśmy na zakupach,mam nadzieje ze nikt się nie ogarnie.

Rozdział pisany w autobusie,wyszedl jaki wyszedl. trudno. moze by nawet dzis nie powstal gdyby nie chec zabicia czasu.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
#rozdział #broń #III #nowe znajomości
Nigdy nie czułam się tak jak tego dnia, tuż po pobudce. W mojej głowie panował wielki mętlik. Dałam się od tak po prostu porwać,zamknąć w "więzieniu" i do tego wszystkiego ktoś ukrywa przede mną prawdę o moim życiu. Co powinnam zrobić w tym momencie? Chyba potrzebuję rady Diego. Tylko jak mam się do niego dostać, skoro nawet nie wiem, gdzie jestem teraz wywieziona.
Podniosłam się z materaca i rozejrzałam sie po mojej sypialni. Kolejny raz szukałam drogi ucieczki, ale na pewno nie chciałam ryzykować skręcenia kostki skacząc z okna.
Ruszyłam w kierunku drzwi. Stanęłam przy nich i szarpnęłam za klamkę kilka razy, stwierdzając, że ta czynność nie ma większego sensu. Jedynie co, mogłam zrobić to zwrócić na siebie niepotrzebnie uwagę.
Cofnęłam się w głąb pokoju. Usiadłam na materacu.
Wcześniejsze myśli o ucieczce nagle gdzieś wyparowały.
Nie potrafiłłm, ułozyć chociażby jednej skłłdnej myśli.
Nie wiedziałam co mam zrobić.
Nie było żadnego rozwiązania tej beznadziejnej sytuacji.
Wszystkie możliwości ucieczki były odcięte.
Podniosłam się flegmatycznie. Otworzyłam szafę, wyjełam ubrania i bieliznę. Weszłam do łazienki i przejrzałam się w lustrze. Dopiero do mnie dotarło, że noc przespałam we wczorajszych ubraniach.
Wzięłam prysznic i ubrałam czarne szorty z jasnoniebieskim podkoszulkiem.
Wyszłam z łazienki i zdębiałam. Na łóżku odwrócona do mnie tyłem siedziała kobieta z rozpuszczonymi brąz włosami sięgającymi pasa. Odwróciła się. Moim oczom ukazała się bardzo ładna,delikatna i kobieca twarz. Ciemnozielone oczy nadawały dziewczynie nutki tajemniczości.
Chwilę mierzyłyśmy się wzrokiem, aż końcu dziewczyna wstała i podeszła do mnie.
Była ubrana w jeansowe spodenki i czarną koszulke.
-Cześć Cath, jestem Avery.-uścisnęłam wyciągniętą rękę . Zaraz, zaraz skąd ona znała moje imię?-Chcesz coś do jedzenia? Może masz ochotę na kawę?
-Pokaż mi gdzie jest kuchnia i coś sobie zrobie.-spojrzałam w jej zielone teńczówki.
-Od tego to jestem tu ja.
Co? On ma nawet kucharkę?
-Jesteś kucharką?
-No coś w tym stylu Kaspian jest moim przyjacielem i po prostu dał mi pracę gdy było ciężko. Pomagam tu we wszystkim.-powiedziała i odwróciła się na pięcie. Ruszyła do drzwi.-Idziesz?-zapytała nie odwracając się. Chwyciła klamkę i nacisnęła ją, następnie przyciągnęła do siebie.
-Jasne.-podbiegłam do niej i wyszłyśmy na korytarz.
Zeszłyśmy na dół po schodach, skręciłyśmy w prawą stronę i weszłyśmy prosto do kuchni.
Serce domu było nowocześnie urządzone. Meble koloru białego idealnie współgrały z granatowym kolorem ścian. Na środku kuchni stał duży, biały, ośmioosobowy stolik. Do pomieszczenia przez duże okno wdzierały się promienie słoneczne.
-Nie masz dużego wyboru, bo chłopacy na śniadanie wyjedli całą zawartość lodówki.
-Chłopacy?-zapytałam siadając na najbliższym krześle stojącym przy stole.
-Ciężko jest pilnować tak dużego majątku.-dziewczyna nieznacznie się zmieszała. Jednak po chwili na jej twarzy znów zagościł uśmiech przeznaczony dla mnie.
-Jasne.
-To co chcesz?
-Wypiłabym kawę i zjadłabym kanapkę z szynką.
-Już się robi.
Po chwili przede mną wylądował talerzyk z dwoma kromkami chleba z szynką oraz czarny kubek z kawą rozpuszczalną. Upiłam łyk gorącego napoju i rozkoszowałam się smakiem.
-Mam prosbę.-powiedziałam ogrzewając palce ciepłem kubka.
-Tak?
Dziewczyna wydała mi się warta zaufania. Postanowiłam zaryzykować i poprosić o pomoc. Musiałam się dostać do Diego.
-Czy zawiozłabyś mnie do...mojego znajomego? Byliśmy umuwieni na dziś, ale no jak widzisz jestem tutaj.
-Nie, o nie. Dostałam nakaz pilnowania cię. Nie uwzględniono w nim żadnych wyjazdów.
-Avery, proszę. To bardzo ważne. Muszę się z nim spotkać.
-No nie wiem.-pokręciła głową i spojrzała w okno.-Zapewne będę tego żałowała, ale trudno. Zbieraj się.
Uśmiechnęłam się i wstałam od stolika.
-Masz może jakieś adidasy?-zapytałam.
-Chodź.-brunetka wyprowadziła mnie z kuchni i stanęła w przedpokoju przy niskiej szafce. Otworzyła drzwiczki.-Druga półka jest cała twoja.-powiedziała i sama wzięła buty z pierwszej półki. Podeszłam i wzięłam pierwsze z brzegu sportowe buty.
Wyszłyśmy drzwiami, ktore prowadziły prosto do garażu.
Avery usiadła za kierownicą srebrnego mini vana. Zachęciła mnie, bym czym prędzej zajęła miejsce tuż obok i tak też zrobiłam. Zielonooka przycisnęła guzik na małym pilocie, po czym drzw garażu uniosły się ku górze, pozwalając nam wyjechać z zacienionego miejsca.
Moim oczom ukazał się zadbany podjazd. Pełen róznorodnych roślin. Pojechałyśmy prosto przed siebie. Zatrzymałyśmy się przed czarną mosiężną bramą.
-Cześć Avery, gdzie zabierasz ją?-zapytał chłopak stojący przy wyjeździe.
Był wysokim, dobrze zbudowanym blondynem. Z intensywnie nebieksimi tęczówkami, które poraząly swoim kolorem. Uśmiechał się, przy czym na jego prawym policzku gościł dołeczek.
I jak tu się nie uśmiechać?
-Jedziemy na zakupy. Kaspian kazał mi ją pilnować, a nie mam zamiaru zostawić jej z tobą. Napalonym gorylem.-uśmiechnęła się, a chłopak lekko zarumienił.-Dobra Carlos. Otwieraj tą bramę.
Blondyn zrobił to co nakazała mu brunetka i ruszyłyśmy w dalszą podróż.


Zdjecie bylejakie...wybaczcie, ale jedyne odnalezione na tablecie.
Za błedy przepraszam.
I chciałbym aby pewna osoba, dziewczyna, nie pisała o moich wypocinach -"talent"-bo to żaden talent. -_-
Miłego czytania.
P.S wiem że jest nudny, ale musimy przez to przebrnąć.
  • awatar Gość: super !! ;d Czekam na dalsze ^. ^ Boże ale mi sie to podoba ; p
  • awatar My Stories ^^: Rozdział muszę przyznać w skali od 1 do 10 jest na 5 albo 6. Pomimo tego podoba mi się to jak opisujesz pomieszczenia i wygląd postaci ;) Pamiętaj o mnie :3
  • awatar Gość: Nie jest nudny jaes Boski !!! Oooo zarumienił się to słodkie ;) Czekam na więcje <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
#dom #gangsta #broń #rozdział #2 #opowiadanie #dom

Z impetem zostałam rzucona na tylne siedzenia czarnego SUVA. Dzis pobiłam wszelkie rekordy w krzyczeniu na jakiegos kretyna. I aż sie dziwie mojemu gardłu.
Czekoloadowoki usiadł na miejscu kierowcy i z piskiem opon ruszył. Na pewno robił to specjalnie! Na pewno! Chciami dać nauczkę wieżdżając na te wszystkie dziury. Specjalnie.
Po kikunastu minutach samochod sie zatrzymał, a Kaspian wysiadł z samochodu. Otworzył tylnie drzwi i poraz kolejny przerzucił mnie przez swoje ramię. Świetnie.
Wszystko w mojej głowie wirowało. Nawet nie zauważyłam kiedy wyładowałam na miękkim materacu.
Usłyszałam dżwiek zamykanych i zakluczanych drzwi.
Marzyłam o luksusowym więzieniu! Największe marzenie mojego życia właśnie się speniło.
Podniosłłm sie do siadu. Pokój był nieduży. Białe ściany były przyozodobione obrazami, o róznorodnych kolorach. Przy zachodniej ścianie stała wielka drewniana szafa, kilka mniejszych szafek,komoda i wszystkie w tym samym kolorze-głebokim brązie. Przy wshodniej ścianie znajdowały się drzwi-najprowdopodobniej za nimi znajdowała się łazienka, obok stało drewniane biurko. Przy południowej ścianie stało duże, jednosobowe łózko na którym siedziałam, obok stała szafka nocna z małą lampką. Na tej samej ścianie znajdowały sie dwa równie duże okna. Jednak jest szansa ucieczki!
Zerwałm sie z łózka i czym prędzej pociągnełam za uchwyt. Nie, nie chciałam go rozwalić, po prostu w przypływie adrenaliny niekontrolowałm swojego ciał i siły wkładanej w każdy ruch.
Okno otworzyło sie do wewnątrz, a moją twarz owiał przyjemny letni wietrzyk. Wciągnęłam do płuc świeże powietrze. Spojrzałam w dół, aby sprawdzić jaka wysokość dzieliła mnie od ziemi, no świetnie. Znajdowaliśmy sie na piętrze, ale nie chciałam ryzykować zwichnięcia lub złamania kostki skokiem z pierwszego piętra. Przymknęłam okno i wróciłam na uprzednie miejsce.
Ten gbur nawet nie pozwolił mi pożegnać się z wujkiem. Kompletny idiota. Powiesiłbym takiego-pomyślałłm i poraz kolejny podniosłłm sie z idelnie miękkiego materaca. Ruszyłam do drewnianej szafy. Otworzyłam ją a moim oczom okazały sie wieszaki pełne ubrań.
Ubrań, które w większości nie pasowały do mnie. Do mojego stylu i natury.
Znalazłam parę czarnych szortów i zieloną koszulkę. Przeszukałam szuflady komody i znalazłam czystą bieliznę. Obrałm za kierunek drzwi. Chwyciłam za klamkę i na chwilę moje myśli zaczęly wirować w innym kierunku. A jeśli tam nie ma łazienki? Skąd masz wiedzieć czym on się zajmuje? Wiesz tylko jedno: on sposoruje jedyną rozrywkę Bornsvill-wyścigi motorowe.
Nie.-odpędziłam wszystkie myśli i pociągnęłam za klamkę. Otworzyłłm drzwi i wymacałm włącznik światła. Blask żarówki rozświetlił każdy centymetr pomieszczenia.
Odetchnęłm z ulgą.
To łazienka.
Ściany były wyłożone czarnymi kafelkami, tak samo jak podłoga. Białe i czerwone detale, jak umywalka,prysznic,szafki czy chociażby lampy dodawały pomieszczeniu szyku, elegancji i nowoczesności. Uśmiechnęłam się i podeszłam do umywalki nad którą wisiało lustro.
Związałam włosy w koka i okręciłam wodę pod prysznicem,zdjęlam ubrania i weszłam pod strumień gorącej wody. Po tylu okropnych wrazeniach z dzisiejszego dnia mogłam pozwolić sobie na rozluźnienie.

Leżałam na łózu wpatrując się w sufit. Nie potrafię nic nie robić. Ciągle się wierce i wierzgam nogami. Cholera ile już minęlo? Godzina? Dwie? Trzy? Boże, Cath przestań tyle myśleć to się robi już nudne i głupie.
Kroki na korytarzu niebezpiecznie zbliżyły sie do drzwi mojego pokoju.
Ktoś rozmawiał przez telefon.
Nie ktoś.
Ten dupek.
-Nie panie Laingrot-gada z moim wujkiem!-musi pan powiadomić ją o tym samodzielnie. Ja nie mam zamiaru plątać ją w te bajery. Cath przejdzie wszystkie kursy...Nie, nie nie....mówiłem panu co oznacza jej znamie na brzuchu.-cholera! Skąd ten skurwiel wie gdzie mam znamie. Uspokój sie dziewczyno. Oddychaj. Dowiedz się wiecej.-naazywałłm sobie.-Tak. Ma pan dobrą pamięć. Ależ nie...(śmiech).Tłumaczyłem panu milion razy, prawdę powie pan jej sam. Ja w tamtą błachostkę wcale się nie mieszam... Niech się pan o nią nie martwi, w moim domu jest bezpieczna. Tak. Porozmawiam z nia. Postaram się jeszcze dzisiaj.-brunet zakończył rozmowę i włożył klucz do zamka. Żgrzytnięcie i już chwycił za klamkę. Zamknęłłm oczy. Oddychaj równomiernie. Spokój.
Wszedł do pokoju i po kilku krokach znalazł sie na łózku. Usiadł i położył rękę na moim policzku.
-Nie pozwolę, żeby cokolwiek ci się stało. Obecuje. Kocham cię. Wyśpij się kochanie. Jutro czeka cię trudny dzień.-pocałował mnie w czoło i wyszedł.
Nie zamknął tym razem drzwi na klucz.
Starłam ręką z czoła niewidzialną ślinę i przewróciłm się na bok. Po chwili zasnęłam.



Licznik zaczął działać. *wooow*
  • awatar black roseee: Super ! Czekam na następny :)
  • awatar Gość: świetne opowiadanie ^^ kurcze nie mogę się doczekać następnego i jestem ciekawa czy Ona kiedyś Go pokocha >.< fajnie by było.. będę wpadać częściej + jakbyś mogła informuj mnie o rozdziałach :D życzę Ci powodzenia i obyś nie zmarnowała talentu :3
  • awatar My Stories ^^: Ty fajne! Ja chcę dalej! :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
#opowiadanie #rozdział #gangsta #broń #Kaspian #myśli #własna twórczość #Kaspian #Cath #Catherina #dom

-Cath! Chodź na dół. Mamy gościa.
Od czasu wejscia do pokoju zdazylam sie wierzchnio ogarnąć. Załozyłam białą koszulkę i jeansowe shorty. Umyłam twarz i związałam moje włosy w kucyk.
Kolejny raz tego dnia przejrzalam sie w lustrze.
"Wujek będzie zadowolony"-pomyślałam i ruszyłam na dół.
Nie uśmiechało mi się spotykanie z moim przyszłym-niechcianym-mężem.
Spokojnym krokiem weszłam do kuchni. Przy stole siedział wuj z mężczyzną odwróconym do mnie tyłem.
-O!Cath jesteś przedstawiam ci Kaspiana.
Mężczyzna podniósł się z drewnianego stołka i odwrócił w moją stronę.
-Cześć,jestem Kaspian.
To zabrzmiało równie głupio gdyby powiedział:"Cześć,będę twoim mężem"
Spojrzałam w jego oczy miał czekoladowe tęczówki w których tańczyły iskierki. Z niewielkiej dzielącej nas odległości dostrzegłam, że jego wargi są bladoróżowe. Na jego twarzy widoczna była opalenizna, co świadczyło o tym,że większość czasu spędzał na świeżym powietrzu. Jego brązowa czupryna była w lekkim nieładzie który idealnie pasował do jego twarzy. Na sobie miał białą koszulę i ciemne jeansy.
"Zaraz,zaraz. Ja znam ten ryj. Tylko skąd?"- w mojej głowie zaczęły pojawiać sie przerózne obrazy. "No tak! To on jest sponsorem wszyskich wyścigów motorowych w Bronsvill."
Bronsvill nie należało do dużych,rozrywkowych miast. Każdy turysta mógł tu znaleźć kilka restauracji,klubów i jeden bar. Następnym co można tu było znaleźć były lasy i łąki. Zero atrakcji pprócz co tygodniowych wyścigów, w których ja brałam udział od czterech lat i których sponsorem był moj przyszły "mężulek".
-Kochanie usiądź. Omuwimy zaraz wszystkie szczegóły waszego ślubu.
-Co?!-wykrzyknęłam.
Nie do wiary. Nie znam tego całego Kaspiana a oni chcą już ustalać datę i inne nie ważne sprawy powiązane z jakimś niewypalonym pomysłem ślubu.
-No musimy ustalić datę naszego ślubu skarbie.-kolejny raz głos zabrał brunet. Spojrzałam na niego. Gdyby wzrok potrafił zabijać..."Skarbie?Ja dam temu,temu typkowi!"
Zauważyłam na stole lampkę z niedokończonym winem sięgającym połowy szkła. Podeszłam do stołu, chwyciłam kieliszek i wylałam jego zawartość na białą koszulę bruneta. Jego wzrok ciskał we mnie gromami. Uśmiechnęłam się łobuzersko i wybiegłam z kuchni, przecinając salon i wybiegając na taras. Przeskoczyłam niewielki murek i wylądowałam miękko na ziemi. Ruszyłam w stronę garażu oddalonego od domu o kilkanaście metrów. Już widziałam zarys budynku, gdy z impetem zostałam powalona na ziemię. Niedawno skoszona trawa łaskotała moje odkryte nogi i ręce.
Ktośz mocno nalegał abym się odwróciła więc jakoś mimo nieodpowiadającej mi swobodzie ruchów udało mi się położyć sie na plecach.
"Zgadnijcie kto siedział na moim brzuchu okrakiem?"
"Pan Plama"
Zaśmiałam się bezgłośnie i zaczęłam wierzgać nogami. Brunet złapał moje kolana rękoma przy czym uniemożliwiając mi kontyuowanie mojej "obrony".
-Słuchaj!-krzyknął, a mnie serce stanęło.-Koszulę Ci jakoś przebaczę. Uznam to za zwykły wypadek, ale w zamian ty dziś zamieszkasz u mnie. Jeśli nie pójdzie po mojej myśli użyję siły-powiedział i ze szczerym rozbawieniem na twarzy patrzył mi prosto w oczy.
"Idiota, d*pek, kretyn, świr, głąb kapuściany, burak, debil, głupek, ignorant,"-słowa same nasuwały mi się na język, ale świadomie je powstrzymywałam, milcząc.
-Jaka jest twoja odpowiedź?-zapytał z błyskiem w oku.
-Nigdy w życiu!-wykrzyknęłam mu prosto w twarz.-Nie możesz iścić sobie do mnie żadnych praw!
Czekoladowooki podniósł się i znów pochylił się nade mną, abym po chwili zwisała z jego ramienia głową skierowaną na jego plecy.
-Kretyn. Kompletny idiota.
-Gadasz sama z sobą, czy jak?-zapytał z ironią.
Umilkłam.
Nie pozwolę temu kretynowi iścić sobie do mnie jakichkolwiek praw. Nie pozwolę nikomu rządzić moim poukładanym do tej pory życiem. Ten facet będzie musiał zapłacić za popełniony przed chwilą błąd.



Ten rozdział jakoś mi się podoba *_*
Czy imię Kaspian nie jest zbyt polskie? (Blagam o pomoc)
† *2-Znamię* †
  • awatar Gość: Jest cudowny *-* a imie pasuje:)
  • awatar Gość: Mi się ten rozdział podoba !!!! Czekam na next i Zapraszam do siebie <3 Jeśli możesz informuj mnie o kolejnycg rozdziałch ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
#życie #gangsta #miłość #przyjaźń #dom #motory #Kaspian #broń

Czy kiedykolwiek zostaliście do czegoś zmuszeni? Na przykład do ślubu? Do wyjścia za mąż za prawie nieznanego mi człowieka? Czy zostaliście sami, bez prawa do głosu?
Catherina Loyla przeżyła to jednego dnia. Jednego dnia jej życie wykonało obrót o 360 stopni. A ona sama została ze swoimi sprzeciwami gdzieś daleko.
-Wujku, jak ty mogłeś mi to zrobić?- zapytała z wyrzutem mężczyznę po czterdziestce, zmieżając tuż za nim do kuchni.
-Cat, skarbie. Robie to dla twojego szczęścia.
-Ale wujku, to chyba ja powinnam decydować dzięki czemu czuję się szczęśliwa. Nie uważasz?
-I wybrałabyś motory, prawda? Cat, masz już dwadzieścia lat, a interesują cię tylko te dwukołowce.
Mężczyzna usiadł przy okrągłym stoliku i nalał sobie lampkę wina na uspokojenie nerwów.
Ruda nigdy nie dawała mu chwili spokoju. Odkąd zaopiekował się córką jego siostry jego życie zaczęło się kręcić w okół dziewczyny. Dostosował się do jej trybu życia i jakoś dawał radę. Chociaż wiedział, że jego zmarła siostra nie pochwaliłaby kilku nawyków córki, jak na przykład zamiłowanie wyścigami i motorami, ale cieszył się w głębi duszy.
-Ale wujku, motory to moje życie. Nie ma w nim miejsca dla innego faceta niż ty lub Diego.
-Kochana uszykuj się bo Kaspian zaraz przyjedzie po ciebie i twoje rzeczy.
-Co?!
-No wyprowadzasz sie kochanie. Przecież musisz poznać swojego narzeczonego.
-A moze ja wolę zostac razem z tobą?
-Cat, nie zaczynaj proszę. Idż na górę i się przebierz. Zaraz będziemy mieć tutaj gościa a ty stoisz na środku kuchni w podartych ubraniach w dodatku całych uwalonych smarem. Marsz na górę!-mężczyzna schylił głowę i zawiesił wzrok na białym obrusie.
To oznaczało definitywny koniec rozmowy.
Ruda posłuchała wuja i ruszyła po schodach nucąc pod nosem dobrze jej znane od pięciu minut dwa słowa: nienawidzę Kaspiana.
Ta myśl, te dwa słowa jedynie cisnęły się na jej usta.
Jak taki facet bezczelnie może rządzić moim życiem?-pomyślała.
Jej pokój był mały, ale od zawsze go kochała.
Ściany były koloru białego. Miała w pomieszczeniu kilka mebli: toaletkę,komodę,szafę i biurko. Przy zachodniej ścianie stało duże lustro. Przejrzała sie w nim.
Nie rozumiała o co chodziło jej wujkowi.
Przecież wyglądała tak jak zawsze.
Krótkie,porwane,pobrudzone,jeansowe szorty i ciemno fioletowa uwalona smarem koszulka na ramiączka. Do tego kryte buty.
Uśmiechnęła sie do swojego odbicia. Twarz też nie była najczystsza. Na prawym policzku wzdłuż kości widoczna była czarna smuga, podobna znajdowała sie na czole i podbródku.
Takie życie jej odpowiadało.
To była ona.
Catherina Loyla.

____ ____ ____ ____ ____ ____
I w końcu mamy prolog.
Jak sie podoba?
  • awatar Expirion.†: Oo zaczyna się ciekawie. Intryguje mnie to jej hobby.. ^^ Stylistycznie bardzo dobrze, akcja się jeszcze rozkręci, więc czekam na pierwszy rozdział. :) Powodzenia :*
  • awatar Gość: Ja tam czekam aż się akcja rozkręci :P ale cudne wiesz <333
  • awatar тнє тopaz: Swietne:))
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›